Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Pracownicy pomocy społecznej w Gdyni protestują. "Rozmowy z prezydentem nic nie dały"

Andrzej Kowalski
Andrzej Kowalski
Pracownicy pomocy społecznej w Gdyni protestują. "Rozmowy z prezydentem nic nie dały"
Pracownicy pomocy społecznej w Gdyni protestują. "Rozmowy z prezydentem nic nie dały" Łukasz Kamasz/Polska Press
Pracownicy pomocy społecznej w Gdyni protestują. Przedstawiciele Międzyzakładowego Związku Zawodowego Pracowników Pomocy Społecznej w Gdyni oraz Organizacji Międzyzakładowej NSZZ “Solidarność” przyszli do Urzędu Miasta z wymownym transparentem o treści “My dbamy o Mieszkańców Gdyni, Miasto nie dba o Nas”. Protestujący rozpoczęli spór zbiorowy z pracodawcami i żądają spełnienia pięciu postulatów.

Spis treści

Związki protestują przed Urzędem Miejskim w Gdyni

W środę, 28 czerwca, rozpoczęła się absolutoryjna sesja Rady Miasta Gdyni. Oprócz głosowań nad projektami uchwał i debaty na temat “Raportu o stanie gminy” miał miejsce protest pracowników pomocy społecznej w Gdyni, którzy od dłuższego czasu nie mogą dojść do porozumienia z włodarzami miasta.

ZOBACZ TAKŻE: Rada Miasta Gdyni udzieliła prezydentowi Gdyni wotum zaufania oraz absolutorium. Opozycja z szeregiem zarzutów

- Ponad rok z panem prezydentem trwały rozmowy w formie dialogu, po których oczekiwaliśmy konkretnych rozwiązań dla pracowników pomocy społecznej w Gdyni. W związku z tym, że nie doszło do kompromisu, my jako dwa związki zawodowe: MZZPPS i Komisja Międzyzakładowa NSZZ “Solidarność” ,podpisaliśmy porozumienie, co do starań o poprawę płac w systemie pomocy społecznej w Gdyni - mówi Klaudia Głodowska, przewodnicząca Międzyzakładowego Związku Zawodowego Pracowników Pomocy Społecznej w Gdyni.

Pięć żądań. Tego chcą pracownicy pomocy społecznej z Gdyni

Porozumienie to zawiera pięć żądań. Pierwsze z nich to utrzymanie stanowisk pracy. Postulat ten dotyczy nieoczekiwanych zwolnień czy też wygaszania poszczególnych zespołów.

- Po drugie, modyfikacja ostatniej tzw. tarczy, czyli 500 zł, które pan prezydent Szczurek przyznał nam do pełnej pensji, a nie do zasadniczej. To przelało czarę goryczy, ponieważ pracownicy z długoletnim stażem są zwyczajnie dyskryminowani. Jeżeli przyznaje się podwyżkę, to do pensji zasadniczej – przekonuje Klaudia Głodowska.

Kolejnym żądaniem jest podwyżka 800 zł z wyrównaniem od kwietnia. Pojawił się bowiem problem zwalniania się osób z długoletnim stażem ze względu na to, że w pobocznych gminach na tych samych stanowiskach zarobią więcej.

Związki postulują też o jednorazową rekompensatę w wysokości 1000 zł. Ta związana jest z obecną na rynku inflacją. Piąte żądanie to podwyżki inflacyjne od stycznia 2024 roku, które będą systemowe i stworzą bezpieczne środowisko pracy w realiach rosnącej inflacji.

- Gminy sąsiednie Sopot, Gdańsk, Rumia, Wejherowo radzą sobie z tym i rekompensują tę inflację pracownikom pomocy społecznej w różny sposób. W samym MOPS-ie pracuje w tej chwili około 500 osób. Cały system pomocy społecznej to jest około 800 osób, a do tego dochodzi kilkudziesięciu pracowników z Gdyńskiego Centrum Zdrowia. Jesteśmy olbrzymią grupą, która zabezpiecza nie tylko podstawowe potrzeby mieszkańców Gdyni, ale pracuje też w systemie interwencyjnym, całodobowym, niejednokrotnie ratując ludzkie życie. Bliskie są nam problemy związane kryzysami rodzin, samobójstwami po zabezpieczanie interwencyjne seniorów w opiece całodobowej. Nie zapominajmy też o części administracyjnej pomocy społecznej, która wykonuje mrówczą pracę - mówi przewodnicząca.

Coraz mniej pracowników w gdyńskiej opiece społecznej, coraz więcej obowiązków

Sytuacja zdaniem protestujących jest poważna i z czasem będzie się tylko pogarszać.

- Ludzie od nas odchodzą w związku z tą sytuacją, niestety. W innych miastach - Gdańsku, Sopocie - zarobią więcej niż u nas. A mamy naprawdę fajnych specjalistów, ludzi wykształconych - mówi Monika Łuszcz z Organizacji Międzyzakładowej NSZZ “Solidarność”.

Związkowcy rozmawiali z wiceprezydentem Michałem Guciem od roku podczas kilku spotkań. 5 kwietnia miało miejsce kolejne, tym razem z prezydentem Wojciechem Szczurkiem na wniosek postulujących, który zapewniał, że tarcza opiewająca na kwotę 500 zł brutto to jedyna możliwość.

O tym, jak wyglądały negocjacje z władzami miasta, opowiedziała nam Monika Łuszcz, przewodnicząca Organizacji Międzyzakładowej NSZZ “Solidarność”.

- Rozmowy z prezydentem, który ciągnęły się bardzo długo, nic nie dały. Zostaliśmy potraktowani tak, jak zostaliśmy. Prezydent chyba w ogóle nie sądził, że dojdzie do takiego protestu. Mówił nam, że tych pieniędzy nie ma, a w momencie, kiedy chyba doszły do niego słuchy, że spór zbiorowy jest brany pod uwagę, to wtedy nagle się zjawił, zaprosił na spotkanie i powiedział, że podwyżki będą wynosiły 500 zł brutto. Tylko, że to podwyżki nie do podstawy naszego wynagrodzenia. To oznacza, że osoby, które długo pracują, niestety są poszkodowane - mówi w rozmowie z “Dziennikiem Bałtyckim” Monika Łuszcz.

ZOBACZ TAKŻE: David Kushner, gwiazda Open'era, wystąpił w muszli koncertowej na placu Grunwaldzkim w Gdyni! WIDEO, ZDJĘCIA

- Powiedział, że ta tarcza to jedyne, co może dać i nie jest już w stanie dla nas nic zrobić. Mówił też, że, co nas trochę przeraziło, budżetu miasta wystarczy do października tego roku - mówi Klaudia Głodowska.

Gdynia w kryzysie? "Marna płaca" i "coraz bardziej zmęczona kadra"

Przewodnicząca Klaudia Głodowska w rozmowie z “Dziennikiem Bałtyckim” kilkukrotnie podkreśliła, że dyrektorzy placówek sprzyjają pracownikom i nie ma oporu z ich strony. Zdaniem Głodowskiej ci “rozumieją ten problem”, ponieważ zmagają się z problemami kadrowymi i coraz większym obciążeniem nowymi zadaniami.

- Zabezpieczamy pierwszy front. Na przykład, kiedy wybuchła wojna na Ukrainie, miasto zleca nam nowe zadania i nakłada nowe obowiązki przy coraz bardziej zmęczonej kadrze i marnej płacy - tłumaczy przewodnicząca.

Co się stanie, kiedy na tym kryzysowym froncie zabraknie pracowników? Monika Łuszcz jest zdania, że to pozostawienie nie tylko pracowników w tym sektorze w trudnym położeniu, ale także osób, które najbardziej potrzebują pomocy.

ZOBACZ TAKŻE: Open'er Festival 2023. Największe międzynarodowe gwiazdy wystąpią w Gdyni. Na co najbardziej czekają festiwalowicze?

- Ja pracuję w pomocy osobom starszym i niepełnosprawnym jako pracownik socjalny. Jeżeli nie będzie pracowników, to nie będzie miał kto przychodzić do tych osób. Nie będzie miał kto przyznawać usług opiekuńczych, a potrzeba ich naprawdę bardzo dużo, bo jak wiadomo, miasto nam się starzeje. Nie będzie pomocy finansowej dla grup osób, które naprawdę tego potrzebują i dla których te zasiłki są wybawieniem - przekonuje Monika Łuszcz. - Osoby starsze bardzo często chcą po prostu porozmawiać, ponieważ są samotne. A w tej sytuacji my nie mamy czasu, gdyż jesteśmy wiązani nowymi zadaniami. Najpierw była pandemia, potem wojna, a pracowników zaczyna brakować - dodaje.

Przewodniczące obu organizacji podkreślają, że problem w ośrodkach pomocy społecznej jest złożony i potrzebuje natychmiastowej interwencji władz miasta.

- Ja osobiście nie zgadzam się z tym, że ludzie pracujący u nas, żeby pogodzić koniec z końcem i jakoś żyć, muszą podejmować się jeszcze dodatkowych prac. A ta praca już nie jest lekka. Nie o to chodzi, prawda? Żeby człowiek, mając pracę, wykształcenie, zawód, wracał do domu i miał kolejne zobowiązania - podkreśla Łuszcz.

Miasto odpowiada protestującym

W poszukiwaniu rozwiązania lub też wyjaśnienia zaistniałej sytuacji poprosiliśmy o stanowisko Urzędu Miasta. Możemy z niego przeczytać, że - zgodnie z relacją przewodniczących - przedstawiciele miasta są zdania, iż więcej zrobić się nie da.

- Po kilkumiesięcznych rozmowach miasto spełniło postulaty pracowników przyznając wszystkim podwyżkę 500 zł. Poinformowano też wówczas związki zawodowe, że jest to górna granica możliwości finansowych samorządu. W tej sytuacji jedynym oczekiwaniem, którego spełnienie było przez prezydenta oraz dyrekcję MOPS wielokrotnie artykułowane, jest zapewnienie trwałości zatrudnienia. Obawiając się odpływu pracowników, miasto na przełomie 2022 i 2023 wprowadziło też podwyżki dla tych grup zawodowych, gdzie odpływ pracowników rodził ryzyko zagrożenia zdrowia i życia podopiecznych - mówi Agata Grzegorczyk, rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Gdyni.

Mamy do czynienia z sytuacją, w której istnieje zagrożenie, że pracownicy pomocy społecznej w Gdyni będą szukać pracy w sąsiednich miastach czy też gminach. Ze stanowiska Urzędu Miasta wynika, że za to odpowiedzialne są władze państwowe.

- Drastyczne cięcia budżetowe wprowadzone przez władze państwowe powodują, że samorząd nie ma możliwości przeciwdziałania protestowi poprzez podwyższenie wynagrodzeń. Ta trudna sytuacja została spowodowana przez nieodpowiedzialne decyzje finansowe rządu, które prowadzą samorządy do utraty zdolności realizacji swoich podstawowych zadań - dodaje rzecznik prasowy.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Strefa Biznesu: Kiedy w Polsce czterodniowy tydzień pracy?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gdynia.naszemiasto.pl Nasze Miasto