Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Oni zimna się nie boją! Niewiarygodne wyczyny gdyńskiego morsa i pływaków! Wrócili z medalami z mistrzostw świata!

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
Wojciech Pruński (z lewej) przesiedział niemal 4,5 godziny w lodowatej wodzie. Aleksandra Kabelis i Piotr Biankowski (po prawej) wrócili z medalami z zimowych mistrzostw świata w pływaniu w Tallinnie!
Wojciech Pruński (z lewej) przesiedział niemal 4,5 godziny w lodowatej wodzie. Aleksandra Kabelis i Piotr Biankowski (po prawej) wrócili z medalami z zimowych mistrzostw świata w pływaniu w Tallinnie! materiały Wojciecha Pruńskiego/materiały Aleksandry Kabelis i Piotra Biankowskiego
Podczas Międzynarodowego Zlotu Morsów w Mielnie mieszkaniec Gdyni Wojciech Pruński przesiedział cztery godziny i 28 minut zanurzony po szyję w lodowatej wodzie o temperaturze zaledwie jednego stopnia Celsjusza. Ten wyczyn zapewnił mu brązowy medal w nieoficjalnych mistrzostwach świata w morsowaniu w kategorii mężczyzn. Kolejny raz ze znakomitej strony pokazali się ostatnio także zimowi pływacy ekstremalni z Gdyni, Aleksandra Kabelis i Piotr Biankowski, którzy w Estonii sięgnęli po brązowe medale mistrzostw świata w swoich kategoriach wiekowych!

Zimna woda nie jest mu straszna. Prawie 4,5 godziny w lodowatej balii!

Niewiarygodnego wyczynu Wojciech Pruński z Gdyni dokonał podczas XVI Międzynarodowego Zlotu Morsów w Mielnie. Co więcej, ukończył to wyzwanie w dobrej formie.

- Czułem się całkiem nieźle - śmieje się Wojciech Pruński. - Wyszedłem z balii z lodowatą wodą o własnych siłach. Już piętnaście minut później siedziałem w saunie i rozmawiałem ze znajomymi.

Jak mówi "Dziennikowi Bałtyckiemu" Wojciech Pruński, był on w stanie wytrzymać w lodowatej wodzie znacznie dłużej. Nie pozwolił mu jednak na to regulamin zawodów. Ze względów bezpieczeństwa mierzona była temperatura ciała zawodniczek i zawodników, biorących udział w mistrzostwach w Mielnie.

- Kiedy spadła poniżej 35 stopni Celsjusza, sędzia miał prawo nakazać takiej osobie zakończenie udziału w zawodach - wyjaśnia Wojciech Pruński. - Tak się właśnie stało w moim przypadku. Żadnych, specjalnie niepokojących sygnałów w związku z przebywaniem w zimnej wodzie w tym momencie nie czułem. Jednak moja temperatura ciała spadła do 34,5 stopnia Celsjusza i sędzia uznał, że nie należy dalej ryzykować. Może to i dobrze, że są takie przepisy. Względy bezpieczeństwa są jednak ważne. Mistrzostwa były oczywiście zabezpieczane przez lekarzy i ratowników medycznych, ale nie zmienia to faktu, że zbytnie wyziębienie organizmu jest groźne.

Spadek temperatury ciała poniżej 35 stopni Celsjusza oznacza początek pierwszego stadium hipotermii. Dla odpowiednio wytrenowanych osób nie stanowi to jednak praktycznie żadnego zagrożenia dla zdrowia.

Dla przykładu Valerjan Romanowski, jeden z najsłynniejszych, polskich morsów, przy okazji niektórych, swoich wyzwań, które trafiły do księgi rekordów Guinnessa, jak siedzenie przez kilka godzin obłożony lodem, wychładzał się do temperatury nawet 32,8 stopnia Celsjusza. Zbliżał się więc już do granicy drugiego, znacznie groźniejszego stadium hipotermii.

Na spacer z psem w samej koszulce przy minus 10 stopniach Celsjusza. Przyzwyczaił się, że ludzie się dziwnie patrzą

Aby dokonywać takich wyczynów, trzeba jednak regularnie trenować. Jak mówi Wojciech Pruński, morsem jest już od pięciu lat. Regularnie zażywa kąpieli w lodowatej wodzie, nie tylko w morzu, ale także w domu. Zimą na spacery z psem wychodzi ubrany jedynie w krótkie spodenki i koszulkę.

- Robię to nawet wówczas, gdy jest na dworze minus dziesięć stopni Celsjusza – mówi Wojciech Pruński. - Co niektórzy dziwnie się na mnie patrzą, ale już się przyzwyczaiłem. To znakomity trening, który hartuje organizm.

Jest jednym z czołowych zawodników cyklu zawodów w pływaniu w zimnej wodzie Ice Cup Poland. W styczniu ubiegłego roku, aby wesprzeć Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, wraz z Krzysztofem Kubiakiem, kolegą z Sopockiego Klubu Morsów, pobił rekord na dystansie „lodowej mili”.

Pokonali w zaledwie 27 minut w zimnej wodzie dystans 1609 metrów wokół sopockiego mola. Kolejnym wyzwaniem dla Wojciecha Pruńskiego jest ustanowienie rekordu Guinnessa w konkurencji jak najdłuższego kontaktu całego organizmu z lodem.

Przypomnijmy, że wśród kobiet udało się to w tym roku gdańszczance Katarzynie Jakubowskiej. W styczniu w Międzyzdrojach siedziała obłożona lodem od stóp po szyję przez ponad trzy godziny. Rekord wśród mężczyzn wynosi ponad cztery godziny. Jednak Wojciech Pruński twierdzi, że jest w stanie go poprawić i zrobi to już na początku przyszłego roku.

- Z moich kalkulacji wynika, że wytrzymam obłożony lodem od stóp po szyję przez około sześć godzin - mówi mieszkaniec Gdyni.

Aby zobrazować, jakiego poziomu wytrenowania organizmu wymagają takie wyzwania, warto napisać, że według różnych danych przeciętny człowiek jest w stanie przeżyć w lodowatej wodzie, zanim utraci przytomność i zginie, od kilkunastu do co najwyżej 90 minut.

- Zależy to wszystko od kondycji fizycznej, wieku i mnóstwa różnych, innych czynników - wyjaśnia nam ratownik Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa SAR z Gdyni z kilkunastoletnim stażem. - Ważne jest, jak ubrana jest osoba, która wpadnie do lodowatej wody. Liczy się nawet to, czy jest najedzona, lub pod wpływem alkoholu. W przypadku wpadnięcia do morza w grę wchodzą oczywiście takie czynniki, jak wiatr czy sztormowe fale, które znacząco ograniczają możliwość długiego przeżycia. To warunki całkowicie odmienne od tych, gdy siedzi się spokojnie w balii przypominającej jacuzzi i bije rekordy. Z mojego doświadczenia wynika, że po wpadnięciu do lodowatej wody 99 procent osób nie przeżyje pół godziny.

Wojciech Pruński mówi, że lekarze, którzy zaczęli badać morsów i ekstremalnych pływaków zimowych, doszli do wniosku, iż ich organizmy zaadaptowały się do przebywania znacznie dłużej w niskich temperaturach.

- Jak jednak powtarzam, wymaga to wieloletniego treningu, który zresztą każdemu polecam - zaznacza mieszkaniec Gdyni.

W lodowatej wodzie w basenie w Estonii. Także dali radę!

Tymczasem Aleksandra Kabelis i Piotr Biankowski, utytułowani sportowcy ekstremalni z Gdyni, reprezentujący klub Tri-Team Rumia, udali się ostatnio na mistrzostwa świata w zimowym pływaniu.

Rywalizacja z udziałem aż 1,3 tysiąca zawodniczek i zawodników, reprezentujących 40 różnych krajów, odbyła się na basenie na terenie portu w Tallinnie.

Temperatura wody w stolicy Estonii wynosiła zaledwie 1,5 stopnia Celsjusza. Co też należy dodać, startując w mistrzostwach można było założyć na siebie jedynie strój kąpielowy, czepek i okulary. Występów w piankach ogrzewających ciało zabraniał regulamin zawodów.

W tak ekstremalnych warunkach gdyńscy pływacy poradzili sobie na medal. Zdobyli trzy krążki z brązowego kruszcu. Aleksandra Kabelis wywalczyła w swojej kategorii wiekowej trzecie miejsce na dystansie 450 metrów kraulem.

Dwukrotnie na najniższym stopniu podium stawał Piotr Biankowski. W swojej kategorii wiekowej zdobył medale na dystansie 450 m kraulem oraz 200 m stylem klasycznym.

To nie koniec dobrych informacji z Tallinna. Aleksandra Kabelis i Piotr Biankowski dołączyli w Estonii do zarządu IWSA (International Winter Swimming Association), największej federacji zimowego pływania na świecie.

- Żaden z Polaków nie pełnił nigdy takiej funkcji - mówi Aleksandra Kabelis. - Jest to ogromne wyróżnienie oraz docenienie naszych działań na rzecz lodowego pływania. Funkcja ta pozwoli nam promować nasz kraj oraz działania związane z popularyzacją tego ekstremalnego sportu, który cieszy się ogromnym zainteresowaniem na całym świecie.

Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź "Dziennik Bałtycki" codziennie. Obserwuj dziennikbaltycki.pl!

od 7 lat
Wideo

Jak głosujemy w II turze wyborów samorządowych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gdynia.naszemiasto.pl Nasze Miasto