WBIJAM SZPILĘ. Uczta w GZDiZ. Urzędnicy zjadają własny ogon

Maciej Naskręt
Maciej Naskręt
mat. prasowe Polska Press
W tym roku Gdański Zarząd Dróg i Zieleni (GZDiZ) obchodzi swoje 30-lecie istnienia. Jednak władze Gdańska i zarządzający instytucją nie powinni chwalić się sukcesami podczas podsumowania. Zdecydowanie jestem za “posypaniem głów popiołem”. GZDiZ w krótkim czasie stał się antyurzędem - tworzy problemy, by je pieczołowicie naprawiać. Urzędnicy zjadają własny ogon.

Przez 30 lat, nie licząc drobnych potknięć szeregowych pracowników, nikomu w Gdańskim Zarządzie Dróg i Zieleni korona z głowy nie spadła. Odkąd pamiętam, jednostce szefuje Mieczysław Kotłowski, czyli człowiek o dużej wiedzy na temat miasta i stąd też jest nie do ruszenia. Nawet w magistracie żartobliwie mówi się: “Kto nie z Mieciem tego zmieciem”.

Urząd jednak opanowała grupa osób, która postanowiła nieco odmienić miasto Gdańsk, ale w rzeczywistości przyczynili się do tego, że zaczęli zjadać swój własny ogon. Piętrzące się błędy, problemy i krytykowane powszechnie przez opinię publiczną decyzje wspomnianego urzędu, tworzą jej bardzo zły wizerunek - instytucja zmienia się w antyurząd.

Pierwszy fragment ogona został już zjedzony. Michał Szymański, zastępca dyrektora, który w trybie natychmiastowym po aferze z owcami musiał pożegnać się ze stanowiskiem. W przypływie emocji postanowił zasugerować, że radny PiS jest “pajacem”, czym tylko potwierdził słuszność decyzji Aleksandry Dulkiewicz, prezydenta Gdańska.

Co więc takiego GZDiZ zrobił, że wokół niego wytworzyła się negatywna aura?

Finał WOŚP, drogi i daktylowiec

Pierwszym sygnałem, że w urzędzie sprawy toczą się w złym kierunku jest przebieg organizacji finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, podczas którego zginął prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Bez wątpienia była to imprezą masowa, w której uczestniczyło wiele tysięcy osób, ale z uwagi na oszczędności i naciski lokalnych samorządowców został zarejestrowany jako zajęcie pasa ruchu drogowego. Za to ponoszą odpowiedzialność konkretni urzędnicy.

Gdański Zarząd Dróg i Zieleni wprowadził też daleko idące zmiany na drogach, które nie podobają się wielu mieszkańcom. Ustanowiono ograniczenie prędkości na al. Zwycięstwa i al. Grunwaldzkiej do 50 km/h. Wcześniej można było jeździć 70 km/h. Do tego doszło odwrócenie kierunku ruch na ul. Piramowicza, czym urząd przyczynił się do likwidacji ważnego skrótu, z którego korzystali kierowcy. Podniesiono w sposób drakoński opłaty za postój w mieście. Do tego trzeba doliczyć liczne zwężenia dróg, w tym testowe antyzatoki. Nie wspomnę już o oddaniu kolejnych przejść dla pieszych w rejonie tunelów.

Kolejne problemy wizerunkowe GZDIZ pojawiły się przy okazji kłopotów z palmiarnią, w której obumarł 180-letni daktylowiec, który był świadkiem wybuchu I i II Wojny Światowej. Dyrekcja Rozbudowy Miasta Gdańska i GZDiZ przerzucały się odpowiedzialnością za obumarcie wyjątkowej na skalę Północnej Europy rośliny. To kreowało wrażenie, że władze miasta nie panują nad sytuacją nie tylko w Oliwie.

Wiaty, owce i "pożary"

Cała Polska śmiała się z wiat “dla szczupłych”. Pracownik GZDiZ odpowiedzialny za uzgodnienie rozwiązań otrzymał karę porządkową załączoną do akt osobowych, która wiąże się z konsekwencjami finansowymi. Kara była mało dolegliwa wobec zamieszania powstałego w wyniku ustawienia wiat.

Potem wybuchła afera wokół owiec. Biznesowy wspólnik urzędnika, który odpowiadał za znalezienie wykonawcy projektu pn. “Owce na Wypasie”, wynajął zwierzęta wykonawcy - firmie Kamiś. Gdańsk wypożyczył je za 150 tys. zł z publicznych środków. Zamówienie zlecił Gdański Zarząd Dróg i Zieleni. W efekcie pracę straciły trzy osoby.

Czarę goryczy przelewa kolega wicedyrektora GZDiZ, który wygrał konkurs na najem lokalu w palmiarni.

W tych wszystkich “pożarach” zabrakło sprawnej komunikacji z mediami. Rzecznik prasowy Magdalena Kiljan jakby była nieobecna. Tymczasem stanowisko spikera instytucji nie jest na dobre, a na trudne czasy.

Ktoś musi temu wreszcie powiedzieć: “dość, zatrzymujemy się”. Pomysły pracowników GZDiZ suflowane mieszkańcom, które odtrąbiono w miejskim portalu, stały się sukcesem… na pięć minut. Po ich wdrożeniu okazały się dla mieszkańców problemem na lata. Trzeba je naprawiać i tak to się “kręci” w urzedzie. Kolejny fragment ogona już się gotuje w GZDiZ. Kwestią czasu jest jego skonsumowanie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wysokie dopłaty do węgla – kończy się termin składania wniosków

Materiał oryginalny: WBIJAM SZPILĘ. Uczta w GZDiZ. Urzędnicy zjadają własny ogon - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na gdynia.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie