Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Sejm się ogląda. Politolog: widzimy igrzyska na arenie

Redakcja
Adam Jankowski / Polska Press
- Opinia publiczna chce się przyglądać temu, jak wygląda polityczna bójka, jatka jaką sobie, przynajmniej niektórzy aktorzy polityczni, urządzają w bezpośredniej konfrontacji na sali sejmowej. A dla polityków jest to jedna z możliwości budowania rozpoznawalności i wpływu na elektorat – mówi prof. Jarosław Nocoń, politolog z Uniwersytetu Gdańskiego.

Sejm się ogląda. Dlaczego?

Gdyby uznać transmisje telewizyjnych obrad parlamentarnych za serial, to pierwsze odsłony X kadencji, zwłaszcza Sejmu, byłyby wyjątkowym hitem, a popularność wśród widzów zapewniłaby takiej produkcji murowane miejsce do branżowych nagród. Sejm jest oglądany chętniej nawet niż wiele filmowych nowości. I choć obrady posłów i senatorów miały swoją widownię (były transmitowane na żywo) to skala tego zjawiska wydaje się być czymś zupełnie nowym w polskim dyskursie politycznym. Czy wpływ na to ma zwykła ciekawość, np. tego, jak sprawują się nowi parlamentarzyści, przełożenie kampanii wyborczej na czas konstytuowania nowego rządu, polityczna gra czy zapowiadana przez obecną większość sejmową i senacką chęć rewanżu rządów PiS?

Liczby

Spójrzmy na liczby - prawie milion widzów obejrzało transmisję na żywo z obrad Sejmu, inaugurujące X kadencję, 13 listopada – a mowa jest jedynie o oficjalnym kanale Izby Niższej Parlamentu w serwisie youtube (ma on zaledwie 87 tys. subskrypcji), a przecież swoje transmisje prowadziły też stacje telewizyjne czy internetowe serwisy informacyjne. Idźmy dalej - wynik oglądalności drugiego dnia obrad to 660 tys. wyświetleń. Według portalu Wirtualne Media obrady we wtorek 21 listopada oglądało w pewnym momencie 65 tys. widzów. Portal wskazuje, że w rankingu popularności w serwisie youtube obrady sejmowe „sąsiadują z takimi nagraniami jak m.in. „Biznesowe Zero - Dlaczego odszedłem z Kanału Sportowego?” Krzysztofa Stanowskiego (2,7 mln) na kanale WeszłoTV czy „Głowa do góry. Kulisy meczu Polska - Czechy” na kanale Łączy nas piłka (242 tys.)”.

Ciekawość

- Dobrze, jeśli ludzie śledziliby obrady z uwagi na zainteresowanie polityką, ale niekoniecznie dobrze, jeśli traktowaliby je tylko jako spektakl – mówi prof. Jarosław Nocoń, politolog z Uniwersytetu Gdańskiego. - Niestety, jestem przekonany, że oglądalność transmisji nie wynika stąd, że się opinia publiczna chce wiedzieć o tym, co się dzieje w Sejmie, jaki będzie ich wpływ na kraj, tylko raczej przyglądać się temu, jak wygląda polityczna bójka, jatka jaką sobie, przynajmniej niektórzy aktorzy polityczni, urządzają w bezpośredniej konfrontacji na sali sejmowej.

Emocji dostarczyło już pierwsze zwarcie posłów X kadencji, gdy wybierano sejmowe prezydium.

- Chociaż nie oceniam wysoko kompetencji politycznych Szymona Hołowni (Marszałka Sejmu), to myślę, że dotąd poradził sobie na tyle dobrze, że spacyfikował pierwsze próby destrukcji sejmowej debaty publicznej – mówi prof. Nocoń.

Czy po pierwszych odcinkach sejmowego serialu, gdy nastąpi czas żmudnej, pozbawionej „fajerwerków” parlamentarnej pracy, dojdzie do spadku oglądalności obrad? Zdaniem prof. Noconia byłoby to naturalne, natomiast nie musi nastąpić szybko.

- Nie spodziewam się, żeby przyszła opozycja, czyli obecnie jeszcze rządząca ekipa, zrezygnowała z prób prowadzenia debaty parlamentarnej w stylu, jaki widzieliśmy w czasie pierwszych posiedzeń. PiS zapewne obrał cel strategiczny oparty na założeniu, że pewne siły polityczne mogą w przyszłości być skłonne, żeby tworzyć inną koalicję niż obecnie się zarysowała. I destruktywny styl prowadzenia debaty miałby się temu przysłużyć. Będziemy mieć zatem „igrzyska” w Sejmie. To się może oglądać – tłumaczy Nocoń.

Pytanie, czy będąca obecnie w opozycji większość parlamentarna, będzie wykorzystywała tzw. „model westminsterski”, czyli model sprawowania władzy zwany też dyktatem większości? W takim układzie zwycięzca wyborów, choćby miał tylko jeden głos przewagi, będzie realizował tylko i wyłącznie swoją strategię, nie oglądając się na oponentów politycznych…

- PiS w czasie swoich rządów odszedł od demokracji deliberatywnej, w której zwycięska większość próbowała z elektoratem mniejszości rozmawiać, wypracowywać swego rodzaju kompromis. Partie, które nie były w koalicji z PiS były wykluczane. Podobne działania, oczywiście w odwrotnym kierunku, obserwowaliśmy w momencie nie wybrania wicemarszałków Sejmu i Senatu z PiS. Bo model westminsterski jest po prostu skuteczny. Trudno się dziwić obecnej większości, że zrezygnują z takiej formuły mając tak ostro grającego przeciwnika. Z drugiej strony mamy zapowiedzi marszałka Hołowni o przywróceniu kultury, jakości politycznej, standardach etycznych i szacunku do wszystkich posłów. Nie jestem przekonany, czy zdoła w kolejnych miesiącach zachować wysokie standardy debaty jednocześnie nie rezygnując ze skuteczności działania – mówi politolog.

Cel

Zaznaczmy, odchodzenie od konstruktywnej debaty nie jest w historii parlamentaryzmu niczym nowym. Temperatura bywa wysoka nie tylko na salach zgromadzeń w Azji, czy wschodzie Europy (zdarzały się i rękoczyny), ale np. w Wielkiej Brytanii. W takim układzie politycy sami tworzą „widowisko”.

- Sposobem destrukcji debaty było np. wyklaskiwanie czy buczenie w trakcie przemowy politycznego oponenta. Także prezentowanie transparentów czy blokowanie mównicy. Wachlarz możliwości jest całkiem spory. Sądzę, że będziemy w tej kadencji widzieć często tego typu obrazki. Musimy wiedzieć, że takie igrzyska pozwalają politykom na budowanie rozpoznawalności. A przy dużym konflikcie, dla obu stron, stanowi ona spory kapitał polityczny. Sejm to arena, gdzie politycy mogą pokazać się jako postacie wyraziste, wpływowe, co może procentować w czasie kolejnych wyborów – mówi Jarosław Nocoń.

Rozliczenie

Obecna większość parlamentarna do wyborów szła z hasłem rozliczenia rządów i sprawujących je polityków z PiS. Czy popularność transmisji obrad sejmowych nie wynika właśnie z oczekiwania elektoratu większości sejmowej na tego typu „audyt” minionych ośmiu lat? Jarosław Nocoń potwierdza.

- Społeczna satysfakcja ze zwycięstwa wyborczego jest oczywista, z tego, że kończy się to, co tak mocno większość wyborców musiało emocjonalnie drażnić. Ta satysfakcja wiąże się zapewne z chęcią ograniczenia buty do niedawna rządzących polityków. To ludzka skłonność – mówi politolog.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ewa Wachowicz szaleje z piłą

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Sejm się ogląda. Politolog: widzimy igrzyska na arenie - Dziennik Bałtycki

Wróć na gdynia.naszemiasto.pl Nasze Miasto