Przyjaciół poznaje się w biedzie

Janusz WoźniakZaktualizowano 
Dwa ostanie zwycięstwa w lidze, tak się przynajmniej wydawało, to było jeszcze za mało. Piłkarze Arki Gdynia musieli wygrać jeszcze wyjazdowy mecz ze Śląskiem Wrocław, aby - nie oglądając się na wyniki spotkań w Gliwicach i Krakowie - cieszyć się z zachowania ekstraklasy dla Gdyni.

Nerwy fanów Arki przez te 90 minut ostatniej kolejki spotkań były wystawione na ciężką próbę. Arka prowadziła 1:0, aby ostatecznie przegrać ze Śląskiem 1:2 a mimo to - i to jest najważniejsze - utrzymała się w ekstraklasie. Pomogła jej Cracovia, która nie przegrała w Gliwicach. Przyjazne stosunki obu klubów zrobiły swoje, a przyjaciół najlepiej poznaje się w biedzie.
We Wrocławiu trener Dariusz Pasieka postawił na sprawdzony w ostatnich spotkaniach wariant taktyczny, czyli ustawienie 1-4-1-4-1. Na pozycję jedynego napastnika wrócił Joel Tshibamba, a Przemysław Trytko zagrał na prawej pomocy.
Pierwsze minuty spotkania Arka - Śląsk nikogo nie mogły zachwycić. Gospodarze nie rzucili się do ataku, goście raczej ostrożnie szukali swoich szans do kontrataku. Pierwszy celny strzał oddali wrocławianie. W 18 minucie z ponad 20 metrów strzelił na gdyńską bramkę Piotr Ćwielong, ale Norbert Witkowski, chociaż na raty, zdołał złapać piłkę.
W 20 minucie radość wybuchła w sektorze 400, a może nawet więcej, kibiców żółto-niebieskich. Kapitalnym 40-metrowym podaniem w pole karne Śląska popisał się Filip Burkhardt. Piłka trafiła do Tshibamby, a ten, mimo asysty dwóch defensorów gospodarzy, zdołał strzałem z 10 metrów pokonać Mariana Kelemena.
Arka prowadziła 1:0 i był to wynik marzeń, ale do końca spotkania pozostawało jeszcze 70 minut. Ten gol to był ważny sygnał ze strony gdynian dla zawodników Piasta Gliwice i Odry Wodzisław, którzy przecież także walczyli o utrzymanie.
- Panowie nie męczcie się, my tu panujemy nad sytuacją i nie zamierzamy żegnać się z ekstraklasą - powiedzieli tym golem piłkarze Pasieki.
Tymczasem Śląsk, chociaż dość niemrawo, szukał swojej szansy na wyrównanie. I miał taką w 28 minucie meczu. Ćwielong skorzystał z niezdecydowania i błędu środkowych obrońców żółto-niebieskich i znalazł się sam na sam z gdyńskim bramkarzem. Na szczęście Witkowski desperackim rzutem pod nogi zażegnał niebezpieczeństwo. Do przerwy nic ciekawego na boisku we Wrocławiu już się nie działo.
Tymczasem do przerwy na boiskach w Gliwicach, gdzie Piast remisował z Cracovią 0:0 i Krakowa, gdzie Wisła wygrywała z Odrą 1:0 były wyniki, które w pełni zadawalały gdynian. To były takie bufory bezpieczeństwa, bo przy tych rezultatach Arka mogła sobie nawet pozwolić na remis we Wrocławiu.
Takie myślenie raczej jednak nie przychodziło do głów piłkarzy gości. Tym bardziej, że do przerwy prezentowali naprawdę konsekwentny, mądry futbol, w którym priorytetem było zabezpieczenie dostępu do własnej bramki, przy jednoczesnym nękaniu rywala kontratakami.
Po przerwie energiczniej zaatakowali wrocławianie. Gdynia- nie mieli jednak boiskowe wydarzenia pod kontrolą. Przynajmniej do 76 minuty. Wówczas gospodarze mieli rzut rożny. Sebastian Mila zacentrował na głowę Mariusza Pawelca, a ten, tuż przy słupku, posłał piłkę do siatki.
Dokładnie w tej samej minucie w Gliwicach, Piast mógł, a nawet powinien, objąć prowadzenie. Kamil Wilczek strzelał do bramki w której nie było już bramkarza Cracovii i... trafił w plecy swojego klubowego kolegi Mariusza Muszalika. Gdyby trafił do siatki, to w tym momencie Arka byłaby poza ekstraklasą.
Tymczasem we Wrocławiu zrobiło się jeszcze gorzej. Wprawdzie w 79 minucie gdynianie mogli reklamować rękę Dariusza Sztylki w polu karnym, ale kilka chwil później z rozpaczą łapali się za głowy. W 83 minucie Vuk Sotirović zakręcił Tomaszem Sokołowskim i po jego strzale z 25 metrów piłka wylądowała w okienku gdyńskiej bramki. Witkowski był bezradny. Śląsk prowadził 2:1.
Prowadzenie Śląska spowodowało, że ligowe być albo nie być Arki zależało do tego co wydarzy się na boisku w Gliwicach. Z kolei wynik z Wrocławia dawał jeszcze nadzieje, słabo zresztą grającym w sobotę, piłkarzom Piasta. "Piastunki" rzuciły się do ataku, Cracovia broniła się mądrze, a sama czekała na okazje do kontry. I w ostatnich pięciu minutach meczu bramkarz Piasta Maciej Nalepa trzykrotnie bronił w sytuacji sam na sam z rywalami.
W doliczonym czasie gry przed Nalepą znalazł się Bartosz Ślusarski. Spokojnie ograł bramkarza i posłał piłkę do pustej bramki. To był gol na wagę zwycięstwa Cracovii, po którym piłkarze Arki mogli odetchnąć z ulgą. Bo przecież Piast, by wyprzedzić gdynian w tabeli musiałby strzelić jeszcze dwa gole, nie tracąc żadnego. Na to nie było zwyczajnie czasu, bo zegar na stadionie w Gliwicach pokazywał 91 minutę
W ogóle końcowe minuty ostatniej kolejki w ekstraklasie były bardzo nerwowe na ławce rezerwowych Arki. Kierownik zespołu Paweł Bednarczyk spędził je z telefonem komórkowym przy uchu, nasłuchując wieści z innych boisk. On pierwszy mógł przekazać gdyńskiej ekipie radosną wiadomość o pozostaniu w ekstraklasie.
Byłoby jednak niesprawiedliwością pisać, że Arka utrzymała się dzięki Cracovii. Odniesione wcześniej w Gdyni zwycięstwa nad Piastem Gliwice i GKS Bełchatów pozwoliły żółto-niebieskim zostać w grze do ostatnich minut sezonu. Sezonu słabego w ich wykonaniu, ale jednak szczęśliwie zakończonego. I teraz tylko to się liczy.

Śląsk Wrocław - Arka Gdynia 2:1 (0:1)
Bramki: 0:1 Joel Tshibamba (20), 1:1 Mariusz Pawelec (76), 2:1 Vuk Sotirović (83)
Ślask: Kelemen - Wołczek, Sztylka, Pawelec, Spahić (67 Socha) - Ćwielong (90 Gancarczyk), Łukasiewicz (46 Madej), Dudek, Mila - Szewczuk, Sotirović.
Arka: Witkowski - Kowalski, Szmatiuk, Mrowiec, Sokołowski - Budziński - Trytko, Burkhardt, Ława, Bożok - Tshibamba (86 Wachowicz).
Żółte kartki: Spahić, Mila (Śląsk) oraz Mrowiec, Budziński, Tshibamba (Arka).
Sędzia: Marcin Szulc (Warszawa).
Widzów: ok. 6 tys. ( w tym ok. 400 z Gdyni).

Więcej o meczu Śląsk Wrocław - Arka Gdynia w poniedziałkowym "Dzienniku Bałtyckim".

polecane: Pierwszy Polak połknął elektroniczną pigułkę

Wideo

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

a
arka

No coz jaki sponsor tali klub. Wszystko szemrane , kupowane itd. Lody caly czas kreca gdyz inaczej niepotrafia. Ciekaw co bedzie jak Kaczynski wygra wybory czy sponsor ponownie ucieknie za granice.?

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3