Nowatorski dron z Gdyni. Polscy konstruktorzy zbudowali latającą kulę

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński

Wideo

Zobacz galerię (13 zdjęć)
Sferyczny pojazd latający był właściwie znany tylko z filmów i powieści fantastycznych. Do momentu, gdy swój projekt bezzałogowca zaprezentowała gdyńska firma Haxtron. Ich dron o nazwie Probe może mieć wiele zastosowań.

Bezzałogowa platforma - latający dron nowej generacji - tak opisują swój projekt nazwany Probe konstruktorzy gdyńskiej firmy Haxtron.

Ich projekt ma kształt kuli, startuje, ląduje i porusza się w powietrzu jak "tradycyjne" bezzałogowce.

Od maszyn, wykorzystujących konstrukcję samolotu lub śmigłowca, odróżnia Probe'a nie tylko unikalny, sferyczny kształt. Nowatorski jest turbinowy układ napędowy drona, wykorzystujący do poprawy osiągów tzw. efekt Coandy.

Właśnie napęd jak i sferyczny kształt mają zapewnić przewagę Probe'a nad konstrukcjami wykorzystującymi śmigła. Latająca kula może wlecieć w gęstą roślinność, las, gęstą zabudowę bez ryzyka uszkodzenia. Latająca kula, co m.in. pokazuje film, może wręcz torować sobie drogę.

Konstrukcja gdyńskiego Haxtrona ma być także znacznie bardziej odporna na warunki pogodowe od śmigłowych konstrukcji - deszcz, śnieg, wiatr. Może też utrzymywać się na wodzie.

Konstruktorzy zakładają, że Probe będzie mógł być wykorzystywany w działaniach przeciwpożarowych, ratownictwa medycznego, dozoru bezpieczeństwa, dozoru przemysłowego czy testów wytrzymałościowych w budownictwie. Być może uda się (konstruktorzy podkreślają, że byłby to ostateczny cel przyświecający projektowi) przystosować Probe'a do prowadzenia teleoperacji.

Czytaj także

W Haxtronie wciąż trwają testy prototypu. Obecna konstrukcja ma średnicę 43 cm. Docelowo dron ma być większy - jego średnica ma wynosić 75 cm.

Jak podkreślił Rafał Rotblum z Haxtrona, w przyszłym roku Probe zostanie zaprezentowany potencjalnym kontrahentom.

POLECAMY w SERWISIE DZIENNIKBALTYCKI.PL:

Latająca kula do wielu zadań. Rozmowa
O projekcie kulistego drona rozmawiamy z Rafałem Rotblumem, CEO firmy Haxtron.

Czy latająca kula z Gdyni będzie przełomem w świecie użytkowych dronów? W komentarzach wasze dzieło, dron o nazwie Probe, porównywane jest do latających obiektów rodem ze science fiction.
Chcieliśmy, by był to przełom. Pierwsze szkice pojawiły się na biurku Sebastiana Bandyckiego, obecnego COO naszej firmy, około roku 2016. Bardziej szczegółowe opracowania przypadały na rok 2017, a w od początku ubiegłego roku ruszyły prace konstrukcyjne. Pojawił się też inwestor w postaci Polskiego Instytutu Badań i Rozwoju, który pomógł finansowo rozwinąć ten projekt. Musieliśmy sprawdzić, czy ta koncepcja, pomimo tego, że na papierze się zgadzało, ma szanse realnie latać. Okazało się, że tak.

Rozumiem, że trzeba było po prostu drona realnie zbudować - zmienić z planów w fizycznie funkcjonującą maszynę.
Dokładnie tak. Musieliśmy potwierdzić, czy to, co znalazło się w projekcie, jest w ogóle wykonalne. Zazwyczaj w przypadku prototypów wykorzystuje się gotowe podzespoły dostępne na rynku. Tak było i w przypadku Probe'a. Kupiliśmy np. silniki, ale musieliśmy je poddać odpowiednim modyfikacjom. Musieliśmy sprawdzić, czy przy zaprojektowanym przez nas napędzie, fabryczne silniki zachowają swoje parametry. Zatem to też była spora niewiadoma. Okazało się jednak, że nasze badania, projekty kanałów powietrznych (jeden z nowatorskich patentów napędu drona z Gdyni) oraz wykorzystanie efektu Coandy (wykorzystywane w lotnictwie zjawisko fizyczne polegające na tym, iż strumień gazu lub cieczy ma tendencję do przylegania do najbliższej powierzchni ), który wykorzystujemy w napędzie, pozwoliła wyśrubować parametry fabrycznych podzespołów. Platforma lata i to dość stabilnie.

Projekt napędu waszego drona jest objęty tajemnicą, zapewne również ze względów patentowych.

Nie możemy za wiele zdradzić. Pokazaliśmy wygląd zewnętrzny, bo ciężko jest opatentować kulę... To, co jest w środku, musimy, na podstawie badań, które nadal prowadzimy, do procesu patentowego zoptymalizować.

Na promocyjnym filmie widać start i lądowanie Probe'a, przypominające nieco zasadę wykorzystywaną w odrzutowych, bojowych samolotach pionowego startu.

Może to tak rzeczywiście wyglądać. Jednak u nas zasada jest zupełnie inna, nasz napęd działa w inny sposób. W samolotach pionowego startu wykorzystuje się tzw. kierowanie wektorem ciągu. W brytyjskim Harrierze (pierwszy samolot pionowego startu) zamontowano dysze silnika odrzutowego, które po prostu skręcają się w dół. Podobnie jest w nowym, amerykańskim myśliwcu F-35. Główny napęd w tych maszynach stanowi konwencjonalny silnik odrzutowy, ustawiony z zasady w płaszczyźnie poziomej. W naszym napędzie kąty ustawienia silnika są inne. Nie sterujemy wektorem ciągu, tylko wykorzystujemy zmiany ciągu w poszczególnych turbinach napędu.

Przyznam się, że zastanawiałem się, po co komu latająca kula. Jednak film pokazujący jak Probe pokonuje gęste zarośla, wlatuje między drzewa, ląduje na powierzchni wody, wiele wyjaśnia. Dla drona z napędem śmigłowym to nieosiągalne.

To jest bardzo istotna zaleta. Trzeba co prawda oddać szacunek naszej konkurencji, która pokazała, że da się drona obudować ochronną siatką i można pokonać przeszkody bez większego stresu, że się coś popsuje. Zwróćmy jednak uwagę, że standardowe drony działają w oparciu o śmigło, które działa zupełnie inaczej niż silnik odrzutowy - wytwarza siłę nośną, a nie odrzut powietrza. Śmigło jest tak naprawdę skrzydłem, które się obraca. Jeśli znajdzie się w pobliżu przeszkody terenowej lub w niekorzystnych warunkach atmosferycznych zaburzających jego pracę, możemy się liczyć z ograniczeniem siły nośnej. To jest napęd dużo bardziej wrażliwy na różnego rodzaju zmienne, co widać choćby po śmigłowcach, które zbyt szybko nie latają.

I to nie dlatego, że ich silniki mają zbyt małą moc.
Dlatego, że jest to już fizycznie niemożliwe. W przypadku silnika odrzutowego również mamy mankamenty - m.in. w momencie zawisu jest on znacznie mniej efektywny, zużywa więcej energii. Z drugiej strony jednak można dzięki niemu latać bardzo szybko i bardzo blisko przeszkód. Naszym dronem możemy lecieć wręcz trąc po ścianie, co nie wpływa na stabilność lotu. Nie tracimy siły nośnej pod wpływem turbulencji czy innych zaburzeń, na które wrażliwe są standardowe śmigła. Znacząco daje się to odczuć przy pilotażu takiej jednostki jak Probe.

Latającej kuli pewnie nie zagrozi niebezpieczny dla maszyn ze skrzydłami efekt tzw. przeciągnięcia, z drugiej jednak strony aparat o sferycznym kształcie nie będzie szybował w razie awarii silników.

Brak możliwości szybowania jest wadą tej konstrukcji, wynikającej z jej kształtu. Z jednej strony jest ona mniej podatna na różne ruchy powietrza, inaczej niż konstrukcje o większej powierzchni nośnej. Z drugiej, tak jak pan zauważył, kiedy zacznie spadać, to tylko spadochron będzie ratunkiem.

Trzeba zaznaczyć, że nie rozmawiamy o dronie-zabawce. Reklamujecie, że Probe może mieć szerokie zastosowanie np. w pożarnictwie, ratownictwie medycznym i wodnym, są warianty obserwacyjne..
.
Wielozadaniowość wynika z możliwości, jakie niesie za sobą sam sferyczny kształt, zapewniający wewnątrz dużo miejsca. Jeśli mówimy o wariancie przeciwpożarowym możemy do takiego drona wsadzić kamery, możemy umieścić w nim granaty ze środkiem gaśniczym i po prostu je zrzucać na źródło ognia, bezpośrednio nad pożarem. Tu znowu napęd turbinowy przynosi korzyść, bo możemy zastosować taką powłokę zewnętrzną na skorupie obudowy, która będzie w stanie oprzeć się wysokiej temperaturze. Oczywiście nie cały czas, ale będzie można w ogień wlecieć, zrzucić granat gaśniczy i bezpiecznie się wycofać. Sama obudowa łatwo się demontuje. W zależności od zapotrzebowania może ona być bardzo lekka, np z włókien węglowych. Możemy ją zrobić cięższą, oczywiście kosztem parametrów lotnych. W takim jednak wariancie Probe może mieć zastosowanie w badaniach wytrzymałości budowlanych konstrukcji stalowych czy betonowych, np. mostach. Dzięki serii uderzeń drona w taką konstrukcję czujniki będą mogły zarejestrować, w jaki sposób ona rezonuje. Na tej podstawie da się stwierdzić, czy ma ona pęknięcia, wady konstrukcyjne. Napęd jest tak skonstruowany, że udźwignie taką "uderzeniową" skorupę. O ile nie będziemy robić latającego czołgu wyposażonego w 12 mm, kuloodporną powłokę, silniki, które wykorzystujemy, powinny wystarczyć. W przyszłym roku chcemy pokazać szerzej to, co już mamy, zainteresować odbiorców dronem.

Haxtron tworzą młodzi, polscy naukowcy, konstruktorzy?

Czy młodzi to trudno powiedzieć (śmiech). Jesteśmy polską firmą, złożoną z czterech osób. W przyszłym roku planujemy zwiększyć zespół i uzyskać zdolności produkcyjne. Urządzenie musi gwarantować wszystkie funkcjonalne atrybuty, wysoki poziom bezawaryjności, a firma gwarantować resurs poszczególnych części.

Materiał oryginalny: Nowatorski dron z Gdyni. Polscy konstruktorzy zbudowali latającą kulę - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3