Lechia będzie walczyć tylko o utrzymanie. Tomasz Kafarski nie kryje, że traci animusz do pracy

Paweł Stankiewicz
Karolina Misztal
To miał być przełomowy sezon w piłkarskiej ekstraklasie dla gdańskiej Lechii. Trzon zespołu został stworzony przez ostatnie lata, drużyna zaczęła grać na PGE Arenie i biało-zieloni mieli wywalczyć awans do europejskich pucharów. Jakie są realia? Biało-zieloni pilnie potrzebują przebudowy zespołu i większych nakładów finansowych, jeśli ten ma walczyć o czołowe miejsca w lidze. Bez płac i transferów na poziomie Legii Warszawa, Wisły Kraków czy Lecha Poznań o występach w Europie możemy w Gdańsku najwyżej pomarzyć.

Ten sezon jest już stracony. Nie ma się co dłużej oszukiwać i trzeba jasno powiedzieć, że Lechii nie będzie w czołówce ekstraklasowej tabeli. Biało-zieloni raczej nerwowo muszą spoglądać w dół tabeli, bo mają tylko trzy punkty przewagi nad strefą spadkową. Zresztą po przegranym meczu we Wrocławiu ze Śląskiem zwrócił na to uwagę Łukasz Surma, kapitan biało-zielonych.

Polecamy:**Lechia nie chce Małka!**

- Przegraliśmy we Wrocławiu i górna część tabeli coraz bardziej się od nas oddala. Mamy problemy ze strzelaniem goli i zaraz będziemy musieli się martwić o utrzymanie w ekstraklasie - przyznał zawiedziony Surma.

Lechia nie daje żadnych podstaw, aby można było myśleć inaczej. W poprzednich sezonach było różnie. Biało-zieloni potrafili strzelać gole i choć nie zawsze wygrywali, to byli skuteczni. Dwie sytuacje w meczu starczały do zdobycia kompletu punktów. Było i tak, że brakowało zwycięstwa, ale biało-zieloni mieli styl, grali z polotem, a to zawsze była nadzieja, że w kolejnym spotkaniu będzie lepiej. Teraz nie ma sytuacji, nie ma goli, nie ma stylu. I na nic tłumaczenie, że Lechia prezentowała się we Wrocławiu nieco lepiej niż Śląsk, bo tak faktycznie było. Po tym, jak gdańszczanie od początku sezonu potracili głupio wiele punktów, teraz ich obowiązkiem jest wygrywać. Bo do miejsca "pod kreską" jest już coraz bliżej.

Zobacz również:**Mecz przyjaźni dla wrocławian. Śląsk - Lechia 1:0**

Do znudzenia można powtarzać, że jak Lechia ma wygrywać, skoro nie strzela goli? W poprzednim sezonie miała genialnego Abdou Razacka Traore, który jednak teraz nie gra nawet w połowie swoich możliwości. Kto ma strzelać gole? Wiecznie kontuzjowany Aleksandr Sazankow? Josip Tadić i Fred Benson, którzy razem raz trafili do siatki? Wcześniej był też Bedi Buval, który w całym sezonie do bramki trafił dwa razy w lidze i raz w Pucharze Polski. Dorobek tych piłkarzy jest koszmarnie słaby.

Tymczasem z zespołu odszedł Paweł Buzała, który tylko podczas jednej rundy strzelił pięć goli. A w tym sezonie już trzy razy trafiał dla zespołu z Bełchatowa, podczas gdy napastnicy biało-zielonych nie potrafią posłać piłki do siatki. Trudno jednak winić samych napastników, którzy w polu karnym żyją głównie z dobrych podań. A tych im brakuje, bo i środkowa linia zdecydowanie zawodzi. Paweł Nowak gra poniżej oczekiwań, a to przecież jest ten piłkarz, który odpowiada za kreowanie gry ofensywnej. W tym sezonie nie błyszczy. Lepiej prezentował się Mateusz Machaj, ale głównie na początku sezonu, a ostatnio leczy kontuzję.

Przed trenerem Tomaszem Kafarskim bardzo trudne zadanie. Szkoleniowiec musi teraz poukładać swój zespół, ale też myśleć już o kolejnym sezonie. Bo ta drużyna musi zostać przebudowana. Na razie jednak trzeba ją utrzymać w ekstraklasie. Pytanie też, czy to będzie problem Kafarskiego. Szkoleniowiec wciąż nie może być spokojny, bo Lechia nie gra na miarę oczekiwań. Przeciwko niemu jest też część kibiców. Już podczas meczu Lechii z Lechem widoczny był transparent "Lechia to my! Precz z Kafarem!". Trener wtedy to zbagatelizował. Transparent pojawił się jednak ponownie we Wrocławiu.

Czytaj także:**Obcokrajowcy w Lechii nie uczą się polskiego**

- Trudno coś robić bez wsparcia kibiców. Powoli tracę animusz - powiedział tym razem już zasmucony Kafarski.

Trudno zatem powiedzieć, czy sam Tomasz Kafarski długo wytrzyma na stanowisku trenera Lechii. Jeśli nawet, to niektóre rzeczy powinny się zmienić. Na pewno podział obowiązków. W Lechii musi być dyrektor sportowy, a Kafarski nie może pełnić obu tych funkcji i odpowiadać za wszystko. A dyrektor sportowy musi mieć środki na transfery, bo inaczej silnego zespołu w Gdańsku nigdy nie będzie.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie