Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Książki z zakurzonej półki: Jarosław Klejnocki „Jak nie zostałem menelem”. Jak zostałem intelektualistą

Krzysztof Maria Załuski
Krzysztof Maria Załuski
Jarosław Klejnocki, „Jak nie zostałem menelem”, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2002
Jarosław Klejnocki, „Jak nie zostałem menelem”, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2002 archiwum
Jarosław Klejnocki jest prozaikiem, poetą, eseistą i krytykiem literackim. Prócz tego od czternastu lat kieruje Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza. Wykłada również w Instytucie Polonistyki Stosowanej na Uniwersytecie Warszawskim. Napisał ponad 30 książek… Słowem człowiek wszechstronnie utalentowany.

Książki z zakurzonej półki

"Jak nie zostałem menelem" to prozatorski debiut Klejnockiego z 2002 roku. Autor dał książce podtytuł: „Próba autobiografii antyintelektualnej”. Ten „menel” jest więc oczywistą autoironią. Kto jak kto bowiem, ale Jarosław Klejnocki nie miał predyspozycji menelskich - pochodzenie (syn dyplomaty) wykluczało raczej ześliźnięcie się młodego człowieka do rynsztoka…

Z książki wyłania się obraz grzecznego chłopczyka, bardziej skorego do lektur, niż do degustowania wina „Arizona” lub temu podobnych rozrywek. „...Siadałem sobie z książką w kąciku, brałem jogurcik oraz jabłuszko i prosiłem wszystkich o chwilę spokoju niezbędną dla właściwego pojmowania lektury”. Jak widać autor patrzy na swe dzieciństwo z humorem, nie pozbawionym szczypty ironii.

Pisząc swoją „autobiografię”, Jarosław Klejnocki docierał właśnie do czterdziestki. Był już pracownikiem naukowym Uniwersytetu Warszawskiego, miał na koncie kilka tomów poezji i esejów. Wiódł zapewne typowy żywot intelektualisty, pogrążonego w uczeniu siebie i uczeniu innych. Być może go to nużyło, może próbował stworzyć sobie alternatywną rzeczywistość, taką właśnie „antybiografię”. Nie wiem… Na pewno jednak „Jak nie zostałem menelem” trudno byłoby nazwać klasyczną powieścią. Ile w niej fikcji, a ile autentycznego życia, wie tylko on sam.

Utarła się opinia, że poeci nie potrafią pisać prozą. Że świat przez nich przedstawiony jest wydumany, zbyt romantyczny, taki „na niby”. Pięknie zestawione słowa i zdania, lecz brak w nich życia, treści, fabuły - tego wszystkiego, czego czytelnik domaga się od pisarza i co czyni książkę niebanalną, czy wręcz pasjonującą. W tym względzie proza Klejnockiego stanowi miłą niespodziankę. Może zadowolić zarówno wybrednego czytelnika, jak i powszedniego czytacza. Jest inteligentna, równocześnie nie czuje się w niej tak nieznośnego u wielu pisarzy-profesorów balastu naukowości. Tylko nieliczne formalizmy językowe świadczą, że autor jest z wykształcenia polonistą i że „pracuje w książkach”.

„Jak nie zostałem menelem” można traktować jako rozważania o dzieciństwie i młodości. Oczywiście dzieciństwie i młodości autora książki. Nie znam osobiście Klejnockiego, ale nie mam powodów, aby wątpić w autentyzm opowiadanych przez niego historii.
Pomiędzy pierwszym zdaniem: „Rano wybiegam z klatki schodowej, a na plecach dźwigam niezgrabny i ciężki tornister”... a: „Krótko mówiąc: postanowiłem nie opierać się więcej i już zostać tym intelektualistą”… mamy sto kilkadziesiąt stron pysznej prozy. Obserwacje, radości, kłopoty i perypetie młodego człowieka, którego dzieciństwo upływa częściowo za granicą, w „zaprzyjaźnionych” krajach arabskich, a częściowo w Warszawie. Najpierw w epoce, gdy „Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”, potem w czasach beznadziei i ucieczek na Zachód. Obie te epoki Jarosław Klejnocki ukazuje z niezwykłym obiektywizmem. Nie upiększa, ale też nie demonizuje dekady Gierka. Podobnie jest z czasem pierwszej Solidarności. Znalazło się tu także miejsce na kibicowanie drużynom piłkarskim Górskiego i Piechniczka, jest fascynacja muzyką - tą rockową z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Nie zabrakło nawet sympatii dla oranżady w proszku.

Pamięć Klejnockiego jest imponująca w eksponowaniu charakterystycznych dla tamtych dekad szczególików. Prawdopodobnie od wczesnego dzieciństwa prowadził pamiętnik. Bo trudno byłoby uwierzyć, że bez notatek przechowałby w pamięci tyle detali - na przykład nazwisko angielskiego piłkarza, który na Wembley nie strzelił bramki Tomaszewskiemu. Aby zapamiętał, jakimi ulicami jeździły w Warszawie trolejbusy, oraz dziesiątki podobnych spraw, które, gdy traci się z nimi kontakt, szybko wietrzeją z głowy.
Niezwykle sympatyczny jest jego stosunek do ojca. Żyli, jak sam pisze - na dwóch różnych archipelagach, mało się kontaktowali, a przecież więź uczuciowa została zachowana do końca i wspomnienie, w którym jarzy się szacunek i przywiązanie.

O „autobiografii” Klejnockiego można powiedzieć, że została napisana w formie anegdotycznej. Jest tu wiele zabawnych scenek, które wywołują uśmiech czytelnika, ale nie brak też głębszych refleksji. Pisarz bacznie obserwuje otaczający go świat i potrafi z tych obserwacji wyciągać wnioski. Ot, choćby epizod arabski, czas przedszkolny spędzony w Libii, a potem w stolicy Kuwejtu - świat ten widziany z okien Konsulatu Polskiego, ale nie tylko. Obok wspomnień lektur, skarg na samotność i pierwszej, platonicznej jeszcze miłości, mamy i takie opisy: „...W domach lokalnych bonzów gapiłem się struchlały na drzwi odlane ze szczerego złota. Więc złote klozety czy kurki w łazience nie robiły już na mnie żadnego wrażenia. Widziałem chełpienie się i pychę bogactwa ponad wszelką miarę. Coś tu nie pasowało. Coś było nie tak. Bo wszędzie pachniało Babilonem”.

Klejnocki nie ucieka od polityki i od spraw społecznych. Różni się tym pozytywnie od jakże wielu pisarzy, ponowoczesnych - zamkniętych, jak ślimaki w skorupie, skoncentrowanych wyłącznie na sobie. Surowo ocenia PRL, ale nie ma też złudzeń wobec nowego, czy też odrestaurowanego po półwieczu ustroju: „Ale właśnie nadszedł niepostrzeżenie, początek lat dziewięćdziesiątych i wtedy wszyscy wkoło już zupełnie oszaleli. Komu spojrzałeś w oczy, w źrenicach odbijały się tylko cyfry i procenty”. I dalej kolejne sentencjonalne stwierdzenie: „Takiż to świat. Niedobry świat. Czemu innego nie ma świata?” Właśnie: czemu? To pytanie zawsze powinno towarzyszyć intelektualiście. I Klejnocki od niego nie ucieka.

Jest też ocena „dekady Jaruzela”, typowa dla urodzonego w latach sześćdziesiątych pokolenia: „Z pewnością była to wielka czarna dziura w moim życiu. Hipertrofia abulii... heroizm walki i zbawiennej konfrontacji początkowych lat „Solidarności” minął. Nad krajem rozpostarła się szara zawiesina stabilizacji, czyli beznadziei. Ktoś... pisał na murze sprayem: ‘Strzelaj albo emigruj’. Ale nie było armat, pozostawały wyjazdy”.

Klejnocki nie wyjechał. Został w swojej Warszawie. Został intelektualistą… Czy także wybitnym prozaikiem?
Prezentowana tu książka w samym zamyśle autora, nie pretenduje do miana arcydzieła. Oto wyznanie Klejnockiego: „Dialektyka życiowych przygód naszego pokolenia domaga się opisania przez poetę dorównującego najwybitniejszym epikom łacińskiej kultury. Ja tylko nieudolnie rejestruję, powtarzam i przetwarzam”.

Zbyteczna to skromność… Już 22 lata temu, czytając po raz pierwszy „Jak nie zostałem menelem”, odniosłem wrażenie, że właśnie Jarosław Klejnocki - obok dwóch, może trzech prozaików urodzonych w początku lat 60. ubiegłego wieku - predysponowany jest do stania się bardem pokolenia. Że ma wiedzę, ma warsztat i niezłe pomysły… Niestety, epokowego dzieła nie stworzył. Może dlatego, że w III RP literatura przestała być literaturą, stała się towarem, jak buty, jak ziemniaki. A jej autorzy rzeczywiście zaczęli przypominać rasowych meneli…

Czytajmy zatem Jarosława Klejnockiego, bo warto.

CZYTAJ TAKŻE: Promocja książek prof. zw. dr. hab. Tadeusza Linknera. Wszyscy z zaciekawieniem słuchali opowieści profesora

Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź "Dziennik Bałtycki" codziennie. Obserwuj dziennikbaltycki.pl!

od 7 lat
Wideo

echodnia Drugi dzień na planie Ojca Mateusza

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiał oryginalny: Książki z zakurzonej półki: Jarosław Klejnocki „Jak nie zostałem menelem”. Jak zostałem intelektualistą - Dziennik Bałtycki

Wróć na gdynia.naszemiasto.pl Nasze Miasto