Gdynia. Umierająca matka znalazła rodzinę dla swoich dzieci

Dorota AbramowiczZaktualizowano 
Wanda z dziećmi. - Każdy dzień spędzony z nimi wart jest majątku - mówi chora matka
Wanda z dziećmi. - Każdy dzień spędzony z nimi wart jest majątku - mówi chora matka Tomasz Bołt
To jest historia jak z filmu. Umierająca matka, która szuka nowego domu dla swoich dzieci. Nie wierzyła, że jej historia kogoś zainteresuje. Poznała wielu dobrych ludzi i znalazła rodzinę dla dzieci.

Wszystko musi być poukładane. Osobno dokumenty dzieci, osobno papiery z sądu, ośrodka adopcyjnego, osobno dokumentacja medyczna.

Papiery leżą w kartonach, a Wanda przygotowuje dzieci na pożegnanie. Przeczytała im broszurkę z ośrodka, a potem "Janka Muzykanta".

- Co będzie, kiedy ciebie nie będzie? - pyta Maja.

- Zawsze przy was będę - odpowiada Wanda. - Nie musisz mnie widzieć, będziesz czuć moją obecność. W szkole usiądę przy tobie w ławce. Kiedy zacznie padać, ja będę na chmurce... Nawet w sklepie, gdy ty będziesz się zastanawiać nad wyborem sukienki, szepnę ci do ucha, w której dobrze wyglądasz.

Dzieci już nie płaczą. W gorsze dni pomagają matce dojść do łazienki, zrobią herbatę, podadzą lekarstwo. Niechętnie słuchają, gdy Wanda mówi o tym, co będzie później. Ale mówić trzeba, bo choroba postępuje nieubłaganie.

Umieram, szukam rodziny dla dzieci

Kilka dni po sylwestrze Wanda, sprzątaczka samotnie wychowująca 11-letniego Piotrusia i 10-letnią Majkę, przysiadła po pracy, by porozmawiać z koleżanką Kasią. Przy kawie powiedziała, że umiera na raka, że się pojawiły przerzuty do wątroby, płuc, kości. I że bardzo się martwi o dzieci, bo nie wie, co się z nimi po jej śmierci stanie.

Kasia: Wanda mogła liczyć tylko na siebie. Mimo postępującej choroby, osłabienia chemią i ran po amputacji piersi pracowała całymi dniami - na etacie i prywatnie - by zarobić na wynajęcie mieszkania i utrzymanie siebie i dzieci. Nie miała wsparcia ze strony rodziny, pomocy społecznej i tak naprawdę nikogo, kto mógłby przejąć opiekę nad Mają i Piotrusiem.

Jeszcze tego samego dnia Kasia zadzwoniła do Moniki, byłej sąsiadki, także znajomej Wandy. Po długiej naradzie doszły do wniosku, że tragedia je przerosła i trzeba poprosić o pomoc kogoś z zewnątrz.

- Nasza koleżanka, mimo że nie powinna już pracować, gdyż ledwo stoi na nogach i z trudem przyjmuje pokarm, wciąż chodzi do pracy, ponieważ musi zapewnić dzieciom byt - napisały w dramatycznym liście do "Dziennika Bałtyckiego".

Odwiedziłam kobietę wyniszczoną ciężką pracą, chorobą i chemioterapią. Wysłuchałam opowieści o nieudanym życiu i dwójce wspaniałych dzieci. O karkołomnej próbie utrzymania rodziny i opłacenia wynajmowanego mieszkania z 720 zł pensji, na której jeszcze rękę położył komornik. Lekarze potwierdzili diagnozę.

- Spróbujemy zorganizować pomoc materialną, psychologiczną oraz prawną - obiecał głęboko przejęty wicedyrektor gdyńskiego MOPS Franciszek Bronk. Od Anny Biedzińskiej, dyrektor Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego w Gdyni, usłyszałam, że ze względu na wiek Piotrusia i Majki znalezienie dla nich nowej rodziny nie będzie łatwe.

Zmieniłam imiona Wandy i dzieci. Artykuł "To nie film, gdy matka umiera" ukazał się 11 stycznia br. Przedrukowały go portale internetowe.

Wtedy rozpętała się burza. O kontakt z Wandą prosili dziennikarze z gazet, radia i telewizji. Dzwonili chętni do udzielenia pomocy z całej Polski, USA, Austrii, Holandii, Wielkiej Brytanii. O adres Wandy prosili też ludzie gotowi zaadoptować rodzeństwo z Gdyni. Wszystkich odsyłaliśmy do MOPS i ośrodka adopcyjnego. Taka była wola Wandy.

Czytaj także:
-Umiera na raka. Szuka nowej rodziny dla swoich dzieci
-Jest reakcja na apel umierającej matki

- Błagam, zróbcie wszystko, bym pozostała anonimowa - prosiła. - Jeszcze nie powiedziałam dzieciom, że zabraknie im matki. Nie chcę, by usłyszały o tym z telewizji. Oglądam czasem takie programy. Nie rozumiem, jak można swoje życie sprzedawać innym. Nawet gdy, tak jak ja, stoi się pod ścianą.

One na nas czekają

Pierwszy gazetę przeczytał Paweł. Przyznaje, że poczuł ucisk w gardle. Położył artykuł przed żoną.
- Te dzieci na nas czekają - powiedział.

Beata sięgnęła po "Dziennik Bałtycki". Kilkanaście minut później skinęła głową.
Beata i Paweł mają podobny stosunek do "sprzedawania życia" jak Wanda. Umawiamy się więc, że nie podam ich prawdziwych imion i nazwiska, nie napiszę, gdzie mieszkają i gdzie pracują.

Wystarczy informacja, że są bezdzietni, oboje po czterdziestce. Ukończone studia, stabilizacja zawodowa, niedawno wybudowany dom w pobliżu Trójmiasta. I dużo miejsca i w domu i w sercu dla nieznanych dzieci.

- Wcześniej, niezobowiązująco, rozmawialiśmy o adopcji - mówi Beata. - To było takie "kiedyś", "a może"... Dopiero artykuł o Wandzie był bodźcem, by coś konkretnego zrobić.

Zadzwonili do ośrodka. Dowiedzieli się, że nie są jedyni.

Telefony w Ośrodku Adopcyjno-Opiekuńczym nie milkły przez następny tydzień. Blokowała się linia, pracownicy tracili głos, odpowiadając na te same pytania i tłumacząc, że najlepszy dla dzieci będzie wybór rodziny z Trójmiasta, a nie z drugiego końca świata. I że taka jest prośba Wandy.

- To była dla nas zupełnie nowa sytuacja - mówi dyrektor ośrodka Anna Biedzińska. - Nigdy wcześniej nie szukaliśmy rodziny zastępczej dla dzieci, które mają matkę niepozbawioną praw rodzicielskich. Matkę dobrze sprawującą opiekę, kochającą i kochaną. Matkę, która jednak może umrzeć.

Ci, którzy się nie pogodzili z odmową, prosili o interwencję w redakcji. Pani B. z Zielonej Góry dzwoniła kilkanaście razy.

- Mam dom, zaopiekuję się Wandą, która może zamieszkać z nami - tłumaczyła. - Wiem, jak się opiekować osobą chorą na raka, sama niedawno straciłam matkę. Znam wspaniałych ludzi z tutejszego hospicjum.

- Póki mam siły, nie pójdę na łaskę do obcych ludzi - odpowiadała Wanda. - Piotruś i Majka też mają tu szkołę, przyjaciół...

Ostatni raz pani B. prosiła o kontakt z Wandą w kwietniu.

- Pokój dla niej i dzieci cały czas czeka - poinformowała.
Tymczasem w gdyńskim ośrodku z prawie 40 rodzin z całej Polski po rozmowach z psychologami i weryfikacji "terytorialnej" zostało 12. Siedem z nich zdecydowało się na wzięcie udziału w kursie dla rodzin zastępczych.

Czytaj także:
-Umiera na raka. Szuka nowej rodziny dla swoich dzieci
-Jest reakcja na apel umierającej matki

- Uczestniczyli w nim tylko ci, którzy się zgłosili po apelu "Dziennika Bałtyckiego" - wspomina Anna Biedzińska. - Wiedzieli, że ostateczna decyzja należy do matki.

Wanda: Proszę nie pytać, jak miałam wybierać. Decyzja tkwiła we mnie gdzieś w środku. W sercu.
Beata i Paweł przeszli sito weryfikacji i trafili na kurs. Z podziwem mówią o ludziach, których tam poznali.

- Myślałam, że zgłoszą się głównie bezdzietne małżeństwa - opowiada Beata. - Byłam pod wrażeniem, widząc rodziny z dziećmi. I małymi, i już odchowanymi. Przyjeżdżali wraz z nami do ośrodka dwa razy w tygodniu, po pracy. Do późnych godzin uczestniczyliśmy w rozmowach, ćwiczeniach, warsztatach. Poznaliśmy się dobrze przez ten czas. Zaprzyjaźniliśmy się.

Gdy pytam, czy nie było wśród rodzin rywalizacji, Beata patrzy ze zdziwieniem.
- Jaka rywalizacja? - pyta. - W trakcie kursu okazało się, że wielu tak czy inaczej gotowych było stworzyć rodzinę zastępczą. Niekoniecznie dla Piotrusia i Majki.

Kurs zakończył się 31 marca.

Pani Irena nie poleciała do Rzymu

Pani Irena przyszła do redakcji w dniu, w którym pisałam pierwszy artykuł o Wandzie. Prosiła o podanie adresu chłopca z przeszczepionym sercem, bohatera mojego wcześniejszego reportażu.
- Chętnie pomogę tej rodzinie - zadeklarowała.

Kilka dni później pani Irena znów zjawiła się w redakcji.
- Nie lecę do Rzymu - oznajmiła. - Planowałam pielgrzymkę na beatyfikację naszego Papieża, ale odłożone na ten cel pieniądze przeznaczę dla Wandy. Kobieta w tym stanie nie powinna zarabiać na życie sprzątaniem! Będę jej przekazywać co miesiąc do tysiąca złotych.

Takich deklaracji było więcej. Właściciel dużej trójmiejskiej firmy zdobył mój telefon, by - dzwoniąc późnym wieczorem - dowiedzieć się, w jaki sposób może wesprzeć chorą kobietę. Krystyna i Darek z Chicago znaleźli mnie na jednym z portali społecznościowych. Zaoferowali, że przyślą z USA drogie suplementy diety dla gdynianki. Ktoś postanowił kupić dzieciom przybory szkolne, ktoś zaoferował pomoc w leczeniu, ktoś przelał 100 złotych...

Dzięki dobrym ludziom, dzięki większym i mniejszym kwotom już w styczniu Wanda mogła zrezygnować z dodatkowej pracy i rozpocząć - przy wsparciu gdyńskich urzędników - starania o rentę. Potem gdyński MOPS przyznał jej około 400 zł zasiłku. Ostatnio dostała rentę i może już zwrócić do MOPS zasiłek.

- Choć często nie mam siły, by wstać z łóżka, nie muszę już myśleć o tym, co do garnka włożyć - mówi dziś Wanda. - Nie wiem, jak dziękować tym wszystkim, którzy zareagowali na artykuł...

- A pamiętasz, że przegrałaś zakład? - wtrąca się do rozmowy Kasia. - Winna mi jesteś kebab.
Założyły się po wysłaniu przez Kasię i Monikę listu do redakcji. Wanda nie wierzyła, że ktokolwiek przejmie się jej losem... - Pomyliłam się - przyznaje chora kobieta. - Miałam małą wiarę w ludzi. Teraz ją odzyskałam.

Czytaj także:
-Umiera na raka. Szuka nowej rodziny dla swoich dzieci
-Jest reakcja na apel umierającej matki

W odzyskiwaniu wiary nadal pomagają dziesiątki osób. Pani z MOPS. Pracownicy gdyńskiej prokuratury i sądu, którzy wiedząc, że nie ma czasu - skierowali sprawę dzieci na szybką ścieżkę. A przede wszystkim pani doktor i pielęgniarki z gdyńskiego hospicjum św. Wawrzyńca, które przejęło opiekę domową nad chorą kobietą.

- Są bardzo delikatni, wreszcie nie boli mnie zmiana opatrunku - mówi z wdzięcznością Wanda. - Pielęgniarka jest u mnie codziennie, pani doktor Kinga Olczyk, wspaniała, wrażliwa młoda lekarka 2-3 razy w tygodniu, a kiedy jest taka potrzeba, przyjedzie nawet w nocy.

Ostatnio było z Wandą bardzo źle. Nie miała siły wstać z łóżka. Pani doktor zadecydowała o transfuzji, po której Wanda odzyskała siły. Mogła nawet pojechać z dziećmi do kina.

- Każdy dzień spędzony z nimi jest wart majątku - wzdycha Wanda.

Ostatnio dodatkowe pieniądze dostaje już tylko od pani Ireny. Nie jest rozrzutna, chce kupić dzieciom nowe łóżka do przyszłego domu.

Pani Irena nie żałuje ani grosza przekazywanego Wandzie.

- Beatyfikację widziałam w telewizji, a do Rzymu i tak polecę za mniejsze pieniądze niedługo, 22 maja. Znalazłyśmy z siostrą przelot za jedyne 200 złotych. Tak widocznie musiało być.

Palec Boży

Przed świętami wielkanocnymi koleżanki z firmy, w której pracowała Wanda, postanowiły zorganizować zbiórkę na zająca dla Majki i Piotrka. W firmie do tej pory niewielu wiedziało o dramacie jednej ze sprzątaczek.

Beata, współpracująca z firmą, też nie wiedziała.

- Dla kogo zbieracie pieniądze? - spytała.
Słuchała, jak Kasia opowiada o chorobie Wandy, o dzieciach, które stracą najbliższą osobę... Była w szoku. Z każdym słowem dochodziło do niej, że matka rodzeństwa, któremu chciała wraz z mężem stworzyć dom, tak naprawdę cały czas była blisko niej.

- Palec Boży - mówi Paweł. - Świat jest mniejszy niż się nam wydaje. Nigdy wcześniej, podczas kursu, nie próbowaliśmy odnaleźć dzieci pani Wandy. Gotowi byliśmy dać im dom jedynie na podstawie tego, co pani napisała w artykule. Ale skoro los tak chciał, spotkaliśmy się wcześniej...

- Od razu poczułam, że to dobrzy ludzie - twierdzi Wanda. - Spokojni, zrównoważeni. Dzieciom oczywiście powiedziałam, kim są i dlaczego się spotykamy. Majka od razu nawiązała kontakt z panią Beatą, pobiegła pomóc jej w kuchni. Piotrek bardziej się trzymał pana Pawła. Obiecali nam, że do końca podstawówki dzieci nie zmienią szkoły.

- Nie moglibyśmy im tego zrobić - odpowiada Beata. - Jeśli dojdzie do najgorszego, stracą dotychczasowy dom i matkę. Okrutne byłoby zabieranie ich z miejsca, gdzie mają przyjaciół, znanych nauczycieli.

Czytaj także:
-Umiera na raka. Szuka nowej rodziny dla swoich dzieci
-Jest reakcja na apel umierającej matki

Kilka dni temu doszło do oficjalnego przedstawienia obu rodzin w ośrodku adopcyjnym. Choć procedura wymaga, by pierwsze spotkanie dzieci i przyszłych rodziców zastępczych odbyło się "w ciemno" właśnie w ośrodku, przymknięto na nią oko. W końcu najważniejsza jest decyzja dzieciaków i ich matki.

W najbliższy wtorek odbędzie się sprawa o ustanowienie Beaty i Pawła rodziną zastępczą. Choć dzieci, póki to możliwe (i oby jak najdłużej), pozostaną z matką, trzeba zapewnić im bezpieczeństwo prawne, by nie trafiły do domu dziecka.

Beata i Paweł wiedzą, że to dopiero początek. Czeka ich bardzo trudne zadanie - przeprowadzenie dzieci przez chorobę i odejście matki.

- Chciałbym kiedyś wydobyć z Piotrka radość życia - mówi Paweł. - Maja to żywe srebro. Taka iskierka, wszędzie jej pełno, wszystkim jest zainteresowana. Ale już Piotruś sprawia wrażenie starszego niż jest. On czuje się odpowiedzialny za mamę, za siostrę. To za dużo, jak na barki tak małego jeszcze chłopca.

Podczas pobytu w domu Beaty i Pawła przez chwilę, podczas zabawy z papużką, w Piotrku obudziło się dziecko.

- Poczułam się wreszcie szczęśliwa, widząc, że znalazłam dla nich drugi dom - uśmiecha się Wanda.
Uśmiech po chwili gaśnie. Wanda wie, że w tej historii happy endu nie będzie.

Imiona bohaterów zostały zmienione

Czytaj także:
-Umiera na raka. Szuka nowej rodziny dla swoich dzieci
-Jest reakcja na apel umierającej matki

polecane: Komentarze ze sztabów wyborczych po ogłoszeniu wyników sondażowych

Wideo

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3