Gdynia. Kartka z kalendarza (3.10.2007). Gdynia łamie umowę z Gdańskiem i sama zaczyna budować lotnisko. "Taka konkurencja to nonsens"

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
Po ujawnieniu planów gdyńskich samorządowców w 2007 roku wśród zarządców lotniska w Gdańsku i tamtejszych samorządowców zawrzało.
Po ujawnieniu planów gdyńskich samorządowców w 2007 roku wśród zarządców lotniska w Gdańsku i tamtejszych samorządowców zawrzało. Polska Press
Trzynaście lat temu doszło do kolejnych, poważnych spięć między samorządowcami z Gdańska i Gdyni. Kością niezgody stały się mocarstwowe plany prezydenta miasta Wojciecha Szczurka, dotyczące samodzielnego wybudowania lotniska pasażerskiego na granicy z Kosakowem. Temat ten 3 października 2007 roku przedstawił na swoich łamach "Dziennik Bałtycki".

Zamiast realizować projekt lotniska wspólnie z Gdańskiem, gdyńscy samorządowcy powołali i zarejestrowali w sądzie spółkę Port Lotniczy Gdynia-Kosakowo. Do ówczesnego ministerstwa transportu trafił także wniosek, aby to właśnie ten podmiot, a nie władze gdańskiego portu lotniczego, przejął pieczę nad planowaną inwestycją, ucywilnieniem wojskowego lotniska nieopodal dzielnicy Babie Doły. W Gdańsku zawrzało. Tamtejsi samorządowcy, a także przedstawiciele władz gdańskiego portu lotniczego, mówili wprost, że czują się oszukani, wręcz zdradzeni przez kolegów z Gdyni.

Jak podkreślali, jest to złamanie ustaleń, poczynionych dwa lata wcześniej. Wówczas to osiągnięto porozumienie w sprawie wspólnej realizacji ucywilnienia lotniska na granicy z Kosakowem. Oprócz władz Gdańska, Gdyni i Sopotu stronami tych negocjacji byli także m.in. przedstawiciele rządu i wojewoda pomorski.

Dlatego zapowiedzi, pojawiające się w 2007 roku, że gdyńscy samorządowcy będą na własną rękę realizować projekt lotniska cywilnego i nie chcą już dłużej współpracować z gdańskim portem lotniczym, a co więcej, zamierzają z nim konkurować w przyszłości o pasażerów i loty, spowodowały w Gdańsku konsternację.

- To nonsens - skwitował krótko nowe pomysły władz Gdyni Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego.

Jednak gdyńscy samorządowcy, nie zrażeni tego typu komentarzami, upierali się, że projekt portu lotniczego zrealizują na własną rękę. Co więcej, zapowiadali, że dzięki temu inwestycja przyspieszy, a pierwsze samoloty cywilne wylądują na lotnisku na granicy z Kosakowem na rok przed rozpoczęciem w Polsce i na Ukrainie piłkarskiego turnieju EURO 2012.

Ówczesny wiceprezydent Gdyni Bogusław Stasiak informował, że w sprawie budowy cywilnego lotniska gdyńscy samorządowcy musieli wziąć sprawy we własne ręce, bo projekt, gdy był pilotowany przez Port Lotniczy w Gdańsku, posuwał się w bardzo wolnym tempie.

- Chcąc wykorzystać boom na rynku pasażerskich przewozów lotniczych postanowiliśmy działać - twierdził w 2007 roku Bogusław Stasiak. - Przez cztery miesiące zrobiliśmy więcej niż władze Rębiechowa przez dwa lata. Znakomicie układa nam się współpraca z administratorem gruntu, Marynarką Wojenną. Porządkujemy już sprawy terenowo-prawne.

W wodach śródlądowych ubywa tlenu. To niebezpieczne

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie