Fortuna 1. Liga. Rozczarowujący remis Arki Gdynia z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Stracona szansa żółto-niebieskich

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
Udostępnij:
Fortuna 1. Liga. Arka Gdynia, choć objęła w pierwszej połowie prowadzenie, ostatecznie zremisowała dziś na wyjeździe 1:1 z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Ten wynik oznacza, że przed ostatnią kolejką zmagań na zapleczu elity gdynianie mogą stracić szansę na bezpośredni awans do ekstraklasy. Żółto-niebiescy muszą teraz liczyć na pomoc Miedzi Legnica, która nie może pozwolić w niedzielę pokonać się Widzewowi Łódź.

Ryszard Tarasiewicz, trener Arki Gdynia, zaskoczył przy doborze podstawowej jedenastki. Jedynie na ławce rezerwowych zasiedli Karol Czubak i Olaf Kobacki.

Mimo tego Arka Gdynia rozpoczęła mecz z dużo większym animuszem, niż ostatnie, przegrane u siebie 0:2 spotkanie przeciwko Miedzi Legnica. Już w czwartej minucie gry po sprytnie rozegranym rzucie rożnym Djibril Diaw strzałem głową zatrudnił Matveia Igonena.

Groźnie pod bramką estońskiego golkipera gospodarzy było ponownie w 17 minucie spotkania, kiedy Hubert Adamczyk znakomitym, prostopadłym podaniem uruchomił na lewym wahadle Mateusza Żebrowskiego. Zawodnik, który dość niespodziewanie pojawił się w wyjściowej jedenastce, dostrzegł w polu karnym Mateusza Kuzimskiego, jednak były gracz m.in. Warty Poznań i Bałtyku Gdynia fatalnie przestrzelił z niespełna dziesięciu metrów.

Piłkarze Arki Gdynia nie podłamali się na szczęście zmarnowanymi sytuacjami i nadal chętnie zapuszczali się pod bramkę Podbeskidzia. W końcu też, w 23 minucie spotkania, zasłużenie objęli prowadzenie. Po przejęciu piłki na prawym skrzydle przez Christiana Alemana, pomocnik z Ekwadoru posłał precyzyjną wrzutkę w pole karne. W najlepszy, możliwy sposób sfinalizował ją Mateusz Żebrowski, strzałem głową nie dając szansy Igonenowi na skuteczną interwencję.

Już dwie minuty później powinno być 2:0 dla Arki Gdynia. Sebastian Milewski przejął piłkę przed polem karnym, wbiegł z nią w szesnastkę, jednak niestety przegrał pojedynek oko w oko z Estończykiem. Wydawało się wówczas, że podwyższenie wyniku przez żółto-niebieskich jest jedynie kwestią czasu. Tak się nie stało, a co więcej, to gospodarze zaczęli przejmować inicjatywę i stwarzać groźne sytuacje pod bramką Kacpra Krzepisza. Trzeba jasno napisać, że żółto-niebiescy mieli mnóstwo szczęścia, że jeszcze przed przerwą nie stracili wyrównującego gola. Gospodarze wypracowali sobie kilka dogodnych okazji. Najlepsze z nich zmarnowali Kamil Biliński, Giorgi Merebaszwili, Goku Roman, Dominik Frelek i Daniel Mikołajewski.

Trwa głosowanie...

Który piłkarz Arki Gdynia był najlepszy na boisku w spotkaniu przeciwko Podbeskidziu Bielsko-Biała?

Dla podopiecznych Ryszarda Tarasiewicza był to jasny sygnał, że po zmianie stron należy bardziej zewrzeć szyki w obronie i dodatkowo postarać się jak najszybciej zdobyć drugiego gola, aby ostudzić nieco ofensywne zapędy gospodarzy.

Arkowcom po wznowieniu gry rzeczywiście udało się nieco odrzucić rywala od własnej bramki. Podbeskidzie nadal próbowało atakować, jednak nie stwarzało już tylu groźnych sytuacji, co w ostatnim kwadransie pierwszej połowy. Niestety żółto-niebieskim także nie udawało się zatrudniać bardziej wymagającymi strzałami bramkarza gospodarzy. Powodowało to, że upragnione zwycięstwo ciągle wisiało na włosku, gdyż było jasne, że Podbeskidzie nie zrezygnuje z prób wyrównania.

I stało się to niestety w 66 minucie gry, po dużym błędzie defensywy Arki Gdynia. Goku Roman, pozostawiony bez opieki w polu karnym, spokojnie przyjął sobie piłkę, a następnie silnym strzałem pokonał Kacpra Krzepisza.

Oznaczało to, że żółto-niebiescy mają jeszcze niecałe pół godziny, aby rozstrzygnąć spotkanie na swoją korzyść. To jednak gospodarze byli już po kolejnych dziesięciu minutach bliscy objęcia prowadzenia. Z najbliższej odległości spudłował Kamil Biliński.

Natomiast podopieczni Ryszarda Tarasiewicza mogli, a wręcz powinni trafić do siatki Podbeskidzia i zapewnić sobie trzy punkty w 83 minucie gry. Dwóch znakomitych sytuacji na przestrzeni zaledwie kilkudziesięciu sekund nie wykorzystał Karol Czubak. Napastnik wprowadzony z ławki rezerwowych najpierw strzelał do pustej już bramki, ale jego uderzenie zostało zablokowane przez Julio Rodrigueza, a następnie, po doskonałym podaniu Mateusza Stępnia, przegrał pojedynek sam na sam z Igonenem.

Arka Gdynia ostatecznie sięgnęła w Bielsku-Białej po zaledwie jeden punkt. Powoduje to, że żółto-niebiescy muszą teraz trzymać kciuki za ekipę Miedzi Legnica, mierzącą się w niedzielę u siebie z Widzewem Łódź. Jeśli lider da się pokonać, to łodzianie zapewnią już sobie bezpośredni awans do ekstraklasy z drugiego miejsca w tabeli. Gdynianie w takim wypadku będą mogli zacząć szykować się do baraży. W przypadku remisu, lub zwycięstwa Miedzi, kwestia awansu do ekstraklasy z drugiego miejsca w tabeli rozstrzygnie się natomiast w ostatniej, ligowej kolejce, w niedzielę 22 maja.

Podbeskidzie Bielsko-Biała - Arka Gdynia 1:1 (0:1)

Bramki: 0:1 Mateusz Żebrowski (23 min. - głową), 1:1 Boku Roman (66 min.).
Żółte kartki: Bonifacio - Deja.
Podbeskidzie: Igonen - Bonifacio, Mikołajewski (88 Kowalski-Haberek), Rodriguez, Simonsen (72 Wypych) - Merebaszwili, Frelek, Scalet (88 Misztal), Janota (61 Celtik), Roman - Biliński. Trener: Mirosław Smyła.
Arka Gdynia: Krzepisz - Dobrotka, Marcjanik, Diaw - Stępień (85 Siemaszko), Milewski (85 Bednarski), Deja, Aleman, Adamczyk, Żebrowski (74 Kobacki) - Kuzimski (73 Czubak). Trener: Ryszard Tarasiewicz.
Sędziował: Tomasz Marciniak (Płock).
Widzów: 3570.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie