Fortuna 1. Liga. Arka Gdynia na własne życzenie przegrała w Łodzi. Porażający festiwal nieskuteczności żółto-niebieskich [17.10.2021]

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
Wojciech Szymański/www.arka.gdynia.pl
Udostępnij:
Fortuna 1. Liga. Piłkarze Arki Gdynia przegrali dziś na wyjeździe 0:1 (0:1) z Łódzkim Klubem Sportowym. Żółto-niebiescy nie wykorzystali wielu sytuacji do zdobycia gola. Sami dali sobie strzelić bramkę po ewidentnym błędzie w obronie. Podopiecznym trenera Dariusza Marca w wyrównaniu stanu meczu nie pomógł nawet fakt, że ostatnie ponad dwadzieścia minut grali z przewagą zawodnika.

Dzisiejszy mecz z dużo większym animuszem rozpoczęli piłkarze Arki Gdynia. Już w trzeciej minucie spotkania po przechwycie w środku pola w dobrej sytuacji strzeleckiej znalazł się Artur Siemaszko. Jednak napastnik żółto-niebieskich, który niespodziewanie zastąpił w podstawowym składzie najskuteczniejszego w barwach Arki Gdynia w tym sezonie Karola Czubaka, zbyt długo zwlekał ze strzałem. W efekcie został zablokowany przez Oskara Koprowskiego.

W pierwszym kwadransie gry Arkowcy nadal wyraźnie dominowali, stwarzając sobie kolejne okazje do zdobycia gola. Najpierw jednak, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, nieznacznie przestrzelił głową Martin Dobrotka. Kilka minut później ponownie Artur Siemaszko miał jeszcze lepszą sytuację do otworzenia wyniku meczu. Olaf Kobacki na prawym skrzydle łatwo ograł Macieja Radaszkiewicza, popisał się idealną wrzutką w pole karne, jednak Siemaszko nie zdołał głową nawet trafić w światło bramki.

Gospodarze pierwszy raz mocniej zagrozili bramce strzeżonej przez Daniela Kajzera dopiero w 18 minucie spotkania. Na szczęście golkiper żółto-niebieskich poradził sobie z uderzeniem Radaszkiewicza.

Arka Gdynia odgryzła się pięć minut później. Fabian Hiszpański pięknym podaniem z lewego skrzydła uruchomił Siemaszkę, który ograł Koprowskiego i znalazł się w sytuacji sam na sam z Markiem Koziołem. Niestety, napastnik żółto-niebieskich zmarnował trzecią już, dogodną okazję, trafiając piłką wprost w bramkarza ŁKS-u.

Tymczasem gospodarze po nieco ponad dziesięciu minutach dość niespodziewanie objęli prowadzenie. Piłkę w pobliżu linii pola karnego otrzymał Radaszkiewicz, przy biernej postawie obrońców Arki Gdynia zdołał się z nią odwrócić w stronę bramki, a po chwili precyzyjnym strzałem pokonał Kajzera.

Już w jednej z kolejnych akcji sprawy przybrały dla Arkowców jeszcze gorszy obrót. Sędzia Sebastian Jarzębak w kontrowersyjnych okolicznościach dopatrzył się faulu Martina Dobrotki i początkowo uznał, że przewinienie miało miejsce tuż przed linią pola karnego. Podyktował w związku z tym rzut wolny. Jednak po konsultacji z arbitrami w wozie VAR postanowił zmienić decyzję, wskazując na "wapno". Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Antonio Dominguez, zmylił Kajzera, ale na szczęście uderzył w słupek!

Do przerwy wynik już się nie zmienił. W przerwie kibice Arki Gdynia, których liczna grupa stawiła się w Łodzi dopingować żółto-niebieskich, spodziewali się desygnowania na boisko Karola Czubaka za wybitnie nieskutecznego Artura Siemaszkę. Nic takiego jednak się nie stało.

Na domiar złego początek drugiej połowy żółto-niebiescy rozpoczęli ponownie od marnowania idealnych okazji. W 55 minucie spotkania powinni wyrównać po przechwycie w środku pola i asyście Fabiana Hiszpańskiego do Macieja Rosołka. Młodzieżowiec Arki Gdynia, mając przed sobą już tylko Kozioła, niestety fatalnie spudłował.

W 64 minucie Rosołek miał kolejną, dogodną sytuację. Po zagraniu Marcusa da Silvy, wprowadzonego chwilę wcześniej na plac gry, "Rosi" strzelał z bliska z pierwszej piłki, jednak Koprowski zdołał zablokować to uderzenie.

Dziesięć minut później akcja Macieja Rosołka zakończyła się wreszcie wymierną korzyścią dla Arki Gdynia. Nie był to jednak gol, lecz spowodowanie wyrzucenia przez arbitra z czerwoną kartką Macieja Dąbrowskiego. Napastnik żółto-niebiskich szarżował na bramkę i został nieprzepisowo powstrzymany przez doświadczonego stopera ŁKS-u. Sędzia wyciągnął z kieszonki żółtą kartkę, drugą już tego dnia dla zawodnika gospodarzy. Wiązało się to z odesłaniem Dąbrowskiego do szatni.

Od tego momentu ataki Arki Gdynia powinny teoretycznie nabrać wyraźniejszych rumieńców. I rzeczywiście, żółto-niebiescy zaczęli przesiadywać na połowie ŁKS-u. Najpierw jednak ze strzałem z ostrego kąta Olafa Kobackiego poradził sobie Kozioł, a akcję później, w 81 minucie, po dośrodkowaniu Arkadiusza Kasperkiewicza z bliska w poprzeczkę trafił Mateusz Stępień. Jeszcze w doliczonym czasie po dośrodkowaniu Huberta Adamczyka w dogodnej sytuacji przestrzelił głową Karol Czubak.

Ostatecznie żółto-niebiescy, mimo że byli dziś na boisku lepsi od ŁKS-u, nie zdołali wywieźć z Łodzi nawet punktu. Arkowcy zdecydowanie nie mogą prezentować tak nieskutecznej gry, jeśli zamierzają awansować do PKO BP Ekstraklasy.

ŁKS- Arka Gdynia 1:0 (1:0)
Bramka: Maciej Radaszkiewicz (35 min.)
Żółte kartki: Dąbrowski, Pirulo, Kozioł, Monsalve (ŁKS), Milewski, Bednarski, Czubak (Arka).
Czerwona kartka: Dąbrowski (74 min. - za drugą żółtą).
ŁKS: Kozioł - Bąkowicz (86 Ibe-Torti), Dąbrowski, Koprowski, Klimczak - Pirulo, Rozwandowicz, Domínguez (76 Monsalve), Rygaard (71 Tosik), Wolski (46 Ricardinho) - Radaszkiewicz (85 Szeliga). Trener: Kibu Vicuna.
Arka: Kajzer - Kasperkiewicz, Marcjanik, Dobrotka - Kobacki, Milewski, Bednarski (63 da Silva), Adamczyk, Hiszpański (74 Stępień) - Siemaszko (63 Czubak), Maciej Rosołek. Trener: Dariusz Marzec.
Sędziował: Sebastian Jarzębak (Bytom).

Q&A z Robertem Kubicą

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie