Domowa seria Arki wciąż trwa. Żółto-niebiescy pokonują wicelidera tabeli! - ZDJĘCIA

Piotr WiśniewskiZaktualizowano 
W Gdyni przegrał lider, poległ również wicelider tabeli. Piłkarze gdyńskiej Arki kontynuują passę spotkań bez porażki na własnym stadionie. W sobotę po dobrej, a momentami bardzo dobrej grze odprawili z kwitkiem Koronę Kielce. Gospodarze wygrali 2:1.

Pod nieobecność zawieszonego za żółte kartki Mirko Ivanovskiego, Dariusz Pasieka w ataku postawił na Josepha Mawaye. Kameruńczyk nie miał ostatnio zbyt wysokich notowań u kibiców, a gdy grał nie wnosił zbyt wiele do poczynań drużyny. W sobotę jednak zaprezentował się z bardzo dobrej strony. Szukał gry, był aktywny. Brakowało tylko bramki. A miał ku temu okazje. Zaliczył jednak kapitalną asystę przy bramce Tadasa Labukasa. Tadas z prezentu skorzystał i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Dobry występ Josepha został zauważony przez trenera Dariusz Pasiekę, który chwalił swojego podopiecznego: - Joseph zaliczył bardzo ładną asystę przy golu Tadasa Labukasa. Umiejętnie walczył z dwoma rosłymi obrońcami Korony. Brał ciężar gry na swoje barki. Do pełni szczęścia zabrakło mu tylko bramki.

Przeczytaj relację minuta po minucie
Aktywność w ataku jak zwykle wykazywali boczni obrońcy Arki. W grze do przodu lubował się zwłaszcza lewy defensor. W 15. minucie meczu Noll najpierw wywalczył rzut rożny dla gospodarzy, a potem minimalnie przestrzelił. Gdynianie rozgrywali bodaj najlepszą połowę w tym sezonie. Już do przerwy powinni prowadzić różnicą przynajmniej dwóch, trzech trafień. Jednak ani próba Bożoka ani zaskakujące uderzenie Szmatiuka, po którym piłka obiła słupek nie znalazły drogi do siatki.

W 41. minucie goście bliscy byli zdobycia bramki samobójczej. Uderzał Mawaye, piłkę niefortunnie podbił Markiewicz, ale ta nie wpadła do siatki. Żołto-niebiescy byli w natarciu, czego efektem był kolejny strzał Filipa Burkhradta.

A że nie wykorzystane okazje się mszczą byliśmy świadkami pod koniec pierwszych 45 minut spotkania. Korzym otrzymał podanie od Vukovica, po czym zgrał ją do Ediego, a ten wyrównał stan meczu strzałem z okolicy 20 metra. Zamiast spokojnego prowadzenia gospodarze stracili bramkę do szatni. - Utrata gola tuż przed przerwą nie zdeprymowała nas - mówił opiekun gospodarzy.

W drugiej połowie Arka jednak już nie tak często gościła w polu karnym rywali. Na początku tej odsłony Labukas mógł zdobyć drugą bramkę dla gospodarzy. Jego uderzenie kapitalnie obronił Małkowski. Gdy tempo meczu nieco spadło gdynianie zadali cios, który przyniósł im powodzenie. Autorem trafienia był Paweł Zawistowski. Pomocnik gospodarzy sfinalizował zespołową akcję całego zespołu.

Przyjezdni zagrożenie pod bramką Witkowskiego stwarzali głównie za sprawą Ediego. To on w ciągu kilkunastu minut oddał trzy strzały. Dwa z nich zatrzymał gdyński bramkarz. Jedna próba okazała się niecelna.

Więcej atutów w ofensywie Korona nie miała. Arka dowiozła zwycięstwo do końca i sięgnęła po w pełni zasłużone trzy punkty. Gospodarze przerwali serię Korony bez porażki na wyjeździe, zapoczątkowaną właśnie w Gdyni.

Arka Gdynia - Korona Kielce 2:1 (1:1)
Bramki: 1:0 Tadas Labukas (12), 1:1 Edi (44), 2:1 Zawistowski (69)
Arka: Witkowski - Bruma (51 Wilczyński), Szmatiuk, Rozić, Noll - Labukas, Płotka, Zawistowski, Burkhardt (66 Budziński), Bożok (86 Czoska) - Mawaye.
Korona:Małkowski - Golański, Stano, Malarczyk, Markiewicz - Sobolewski (81 Janić), Vuković, Jovanović (Nowak 71), Edi - Tataj, Korzym.
Żółte karki: Witkowski (Arka) - Stano (Korona)
Sędziował: Włodzimierz Bartos (Łódź)
Widzów: 3000.

Trenerski dwugłos:

Marcin Sasal (Korona Kielce): Sami jesteśmy sobie winni przerwania wyjazdowej passy, zapoczątkowanej w Gdyni. Nie ukrywam, że było to słabe spotkania w naszym wykonaniu. Nie graliśmy dobrze w obronie. Apelowałem do swoich piłkarzy, aby uprościli grę. Widać to nie poskutowało. Nie dorośliśmy jeszcze do brania odpowiedzialności za wyniki. Mogliśmy dziś objąć pozycję lidera.

Dariusz Pasieka (Arka Gdynia): Zaprezentowaliśmy się dziś z dobrej strony. Pokazaliśmy charakter, zaangażowanie i konsekwencję w grze. Korona, poza kilkoma strzałami Ediego, nie stworzyła zbyt wielu okazji pod naszą bramką. Bramka wyrównująca nie podcięła nam skrzydeł. Chłopakom należą się słowa pochwały i uznania.

"Twierdza w Gdyni nie padła" - piłkarze Arki o meczu:

Miroslav Bożok: Co do pytania o sztuczną murawę to jestem przekonany, że na nowym obiekcie w Gdyni również będziemy niepokonani. Cieszymy się już na myśl o możliwości gry na nowoczesnym obiekcie piłkarskim. Zostałem zmieniony, gdyż taka była decyzja trenera. Sądzę, że zaprezentowałem się z dobrej strony. Mimo straty bramki pod koniec pierwszej połowy byłem przekonany, że sięgniemy po komplet punktów. Graliśmy przecież dobre spotkanie. W przerwie trener nakazał nam grę taką, jak w pierwszej połowie. Mieliśmy grać swoje.

Paweł Zawistowski: Od mojej ostatniej bramki minęło sporo czasu. Strzeliłem ją jeszcze zanim doznałem kontuzji. Jest to moja pierwsza bramka w barwach Arki. Wcześniej miałem ku temu kilka okazji, brakowało jednak wykończenia. Mam nadzieję, że do końca rundy coś jeszcze ustrzelę. Na pewno brawa należą się całej drużynie za dobrą postawę w meczu. Bramkę zdobyłem po błędzie Stano. Odbił on piłkę w taki sposób, że trafiła pod moje nogi. Wcześniej udział w akcji brał Budziński. I on również ma wkład w moją bramkę. Gdy nadarza się taka okazja to grzechem byłoby jej nie wykorzystać. Powróciłem do wyjściowego składu zespołu i cieszę się, że mogłem dać trochę od siebie. To trafienie chciałbym zadedykować rodzicom, którzy przyjechali z Łodzi i żonie wiernie mnie wspierającej. Chcemy jak najszybciej zapewnić sobie utrzymanie i spoglądać w górę tabeli. Twierdza w Gdyni nie padła. Na chwilę obecną najważniejsze jest dla mnie dobro Arki. Owszem mieliśmy przestoje w grze, ale nie da się rozgrywać całego spotkania w szybkim tempie. Nawet klasowe drużyny mają z tym problemy. Korona to przecież nieprzeciętny zespół, wicelider tabeli.

polecane: Pierwszy Polak połknął elektroniczną pigułkę

Wideo

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3