Dlaczego rząd zamknął licea, a nie szkoły podstawowe i przedszkola? Rodzice: Boimy się o nasze dzieci w podstawówkach

Agnieszka Kamińska
Agnieszka Kamińska

Wideo

Zobacz galerię (12 zdjęć)
Rodzice i nauczyciele pytają, dlaczego rząd nie wprowadził zmiany systemu kształcenia w podstawówkach i przedszkolach. Rząd, według ZNP, pominął połowę systemu oświatowego. W sposób nieuzasadniony pan premier pominął szkoły podstawowe i przedszkola, w których uczy się prawie 4 mln uczniów oraz pracuje 400 tys. nauczycieli. Dlaczego nauczyciele mają prowadzić zajęcia, mając pod opieką 30-osobowe klasy lub dlaczego mają opiekować się wieloosobową grupą uczniów podczas zajęć wychowania fizycznego? Jakie są uzasadnienia tych decyzji? – pyta Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP.

Koronawirus. Jakie zmiany w sposobie nauczania?

Rząd wprowadził zmiany w sposobie nauczania, co jest podyktowane wzrostem liczby osób zakażonych koronawirusem w ostatnim czasie. Od poniedziałku, 19 października w strefach czerwonych w szkołach wyższych i ponadpodstawowych obowiązuje nauka zdalna, a w strefach żółtych w tych placówkach – kształcenie hybrydowe (zdalne i stacjonarne). Na Pomorzu w czerwonej strefie znajdują się największe miasta regionu i 12 powiatów.

– Szkoły same w sobie nie generują dużej liczby zachorowań, ale dzieci przynoszą chorobę do osób starszych – tłumaczył te decyzje Adam Niedzielski, minister zdrowia. – Trzeba ograniczyć liczbę interakcji społecznych. Okres od września oznaczał blisko 20-procentowy wzrost mobilności – dodał.

Czytaj także

Koronawirus a zmiany w sposobie nauczania. Rodzice i ZNP mają wątpliwości

Rodzice i nauczyciele mają jednak wątpliwości co do decyzji rządu.

– Jeśli zamykają licea, to dlaczego nie podstawówki? W podstawówkach nie ma koronawirusa? – pyta matka ucznia z powiatu starogardzkiego. – W tych działaniach nie ma konsekwencji. Mam dziecko w podstawówce i zwyczajnie boję się wysłać je do szkoły – dodaje.

Czytaj także

Związek Nauczycielstwa Polskiego podziela te obawy. Twierdzi, że prawo przejścia na nauczanie zdalne lub hybrydowe powinny mieć też szkoły podstawowe i przedszkola.

– W sposób nieuzasadniony pan premier pominął szkoły podstawowe i przedszkola, w których uczy się prawie 4 mln uczniów oraz pracuje 400 tys. nauczycieli. Czy nauczyciele i uczniowie tych szkół są gorsi?

– Politykę rządu wobec szkół trudno logicznie uzasadnić także w świetle innych decyzji, jak np. zamknięcia siłowni i klubów fitness, czy wprowadzenia ograniczeń w sklepach. Dlaczego nauczyciele mają prowadzić zajęcia, mając pod opieką 30-osobowe klasy lub dlaczego mają opiekować się wieloosobową grupą uczniów podczas zajęć wychowania fizycznego? Jakie są uzasadnienia tych decyzji? – pyta Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP.

Czytaj także

Zmiana kształcenia nie dotyczy też m.in. specjalnych szkół ponadpodstawowych, internatów i placówek opiekuńczo-wychowawczych. W szkołach muzycznych nauka gry na instrumencie jest realizowana w szkole, a pozostałe zajęcia zdalnie lub hybrydowo.

Czytaj także

W MEN tłumaczą, że zamknięcie przedszkoli i szkół podstawowych oznacza utrudnienia w świadczeniu pracy przez rodziców. Poza tym, rząd musiałby wypłacać zasiłki opiekuńcze dużo większej liczbie rodziców niż obecnie. Nie jest wykluczone – jak mówił premier – że z czasem zmiany sposobu kształcenia będą dotyczyły również młodszych dzieci.

Czytaj także

ZNP od kilku tygodni domaga się, aby dyrektorzy szkół sami mogli decydować o przejściu na naukę zdalną lub hybrydową, bez zgody sanepidu.

– Nie może być tak, że szkoła ma ucznia i nauczyciela z objawami koronawirusa, a musi przez kilka dni czekać na decyzję sanepidu. To igranie ze zdrowiem uczniów i nauczycieli – mówił w jednym z wywiadów Sławomir Broniarz, prezes ZNP.

Związek nauczycielski zarzuca rządowi, że nie przygotował szkół do drugiej fali pandemii. Na zakup sprzętu do nauki zdalnej rząd wydał 150 mln zł, ale, zdaniem związkowców, to kropla w morzu potrzeb wobec kilkumilionowej rzeszy uczniów w Polsce. Nadal nie została też udostępniona nauczycielom profesjonalna platforma edukacyjna, która umożliwiałaby prowadzenie zdalnych lekcji. Obecnie nauka zdalna nie jest ujednolicona i odbywa się za pomocą różnych narzędzi internetowych.

– Mam dwoje dzieci w szkole średniej. Nauczyciel mojego syna już zapowiedział, że nauka będzie się odbywać przy pomocy kamerki internetowej. A u córki nauczyciele będą wysyłać zadania mailem i o kamerkach nie chcą słyszeć.

– Każdy będzie uczył po swojemu, obawiam się, że to się negatywnie odbije na wykształceniu dzieci – mówi nam mieszkanka Starogardu Gdańskiego.

Czytaj także

Koronawirus. Nauczyciele apelują o zmianę podstawy programowej

Premier zapowiedział odchudzenie podstawy programowej, o co od miesięcy prosili nauczyciele. Twierdzili, że w obecnej sytuacji nie da się zrealizować tak przeładowanej podstawy oraz że trzeba zmienić wymogi egzaminacyjne. Wszyscy laureaci dotychczasowych edycji konkursu Nauczyciel Roku zwrócili się z apelem do premiera w tej sprawie.

„Negatywne efekty zaburzonego trybu pracy szkół we wrześniu i październiku tego roku oraz prawdopodobnie także w najbliższych miesiącach, można ograniczyć, wprowadzając prowizorium podstawy programowej i wymagań egzaminacyjnych, uwzględniające obecne warunki pracy”

– piszą Nauczyciele Roku.

Pod apelem podpisał się m.in. Przemysław Staroń, który zdobył ten tytuł w 2018 r. Jest nauczycielem w sopockim liceum i wykładowcą na Uniwersytecie SWPS.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.