Arka Gdynia bezradna w meczu ze Śląskiem Wrocław. Dała się dwa razy zaskoczyć po stałych fragmentach gry (zdjęcia)

RR
Arka Gdynia w meczu ze Śląskiem Wrocław nie była w stanie zdobyć choćby punktu
Arka Gdynia w meczu ze Śląskiem Wrocław nie była w stanie zdobyć choćby punktu Przemyslaw Swiderski
W sobotę na stadionie miejskim w Gdyni spotkały się dwie drużyny, które uciekają od strefy spadkowej Lotto Ekstraklasy. Zwycięzca mógł na chwilę odetchnąć z ulgą, a przegrany nadal tkwi w trudnym położeniu. Niestety, Arka miała za mało atutów, aby zaskoczyć defensywę Śląska i przegrała 0:2.

Mecz Arka Gdynia - Śląsk Wrocław odbywał się bez kibiców gości. Klub z Olimpijskiej już od kilkunastu dni zachęcał fanów piłki nożnej do przyjścia na stadion. A najtańsze bilety na to spotkanie dostępne są od 10 złotych.

Przed piłkarzami trenera Zbigniewa Smółki bardzo istotne mecze na koniec zasadniczej części sezonu. Żółto-niebiescy muszą oglądać się za siebie i próbować odbijać się od strefy spadkowej Lotto Ekstraklasy. Tyle tylko, że na razie idzie im bardzo kiepsko. Dość zaznaczyć, że ostatni raz w lidze Arka wygrała 26 listopada, kiedy to rozbiła 4:1 Wisłę Kraków. Łatwo policzyć, że w Gdyni na komplet punktów czekają od czterech miesięcy.

Niestety, w sobotę 30 marca ta przytłaczająca statystyka nie zmieniła się. Ale nie może być inaczej, skoro Arka w całym meczu oddała raptem jeden celny strzał na bramkę Jakuba Słowika. To był mecz na bardzo słabym poziomie. Trudno w tej chwili nawet założyć, co musieliby wymyślić marketingowcy klubu z Olimpijskiej, aby zachęcać kibiców do przyjścia na kolejne (wyłączamy tutaj derby Trójmiasta z Lechią Gdańsk 2 kwietnia o godz. 20.30, z wiadomych względów).

Defensywę Arki pogrążyły i to dosłownie stałe fragmenty gry wykonywane przez Śląska. W 59 minucie padł gol... przypadkowy. Jakub Łabojko, dostał piłkę tuż po rzucie rożnym, pognał lewą stroną i popisał się typowym "centrostrzałem". Futbolówka poszybowała nad głowami wszystkich, włącznie z Pavelsem Steinborsem i zatrzepotała w siatce.

Drugiego gola Śląsk zdobył w konsekwencji rzutu wolnego, a piłkę głową skierował do bramki Arki Igors Tarasovs... minutę po tym, jak zmienił na boisku Michała Chrapka.

Odnotujmy jeszcze, że już w 4. minucie sędzia Zbigniew Dobrynin wskazał na rzut karny, po tym jak Michael Olczyk faulował Damiana Gąskę. Wideoweryfikacja pozwoliła jednak ustalić, że chwilę wcześniej Michał Chrapek zagrał piłkę ręką i ostatecznie decyzja o rzucie karnym - słusznie - została cofnięta.

"Karate Hottie" najbliższą rywalką Karoliny Kowalkiewicz
Agencja TVN

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie