| |
|
Spotkanie z Papieżem. List do redakcji
Jest koniec października 2004. Chodzę niespokojna po domu, coś mnie niepokoi. Po kilku takich dniach podejmuję decyzję - jadę do Rzymu spotkać się z Papieżem.
Coś mi mówi, że to musi być teraz. Prawie każdego dnia dzwonię do Ośrodka Duszpasterskiego w Rzymie na Via Vincenzo Monti, żeby usłyszeć, że będą miejsca, że mogę przyjechać.
Wyjechaliśmy z Gdańska 18.11.2004. Towarzyszyły mi dzieci - Daniela 10 lat i sześcioletni Dawid. Problem z podróżą był ogromny. Dawid jest niepełnosprawny - ma rdzeniowy zanik mięśni i nie chodzi. Podróż z nim to ogromne wyzwanie. Trzeba - oprócz potrzebnych rzeczy - zabrać leki i nebulizator, żeby te leki podać.
|
|
Jan Paweł II z pielgrzymką w Pelplinie
Gdy w 1999 roku pojawiła się informacja, że w czasie pielgrzymki do Polski jest szansa spotkania się na Pomorzu z Janem Pawłem II, o gościnę zabiegało wiele miast Pomorza. Udało się Pelplinowi. Wcześniej jednak, w 1997 roku, z zaproszeniem do Watykanu udała się grupa przedstawicieli z Tczewa.
|
|
Spotkania z Ojcem Świętym. Watykan 1997
Siostra Renata Szrajnert nie ma wątpliwości: jej życie jest przesycone Ojcem Świętym. Sześć tygodni po tym jak wstąpiła do zakonu, Karol Wojtyła został Papieżem. Była akurat w kościele św. Józefa w Gdańsku. Na wieść o wyniku konklawe padła na kolana. Śluby zakonne otrzymała w 1981 - w roku zamachu na Ojca Świętego. Pierwszy różaniec dostała od Niego w 1983 roku. Odbierała go drżącymi z przejęcia rękoma. Wtedy nawet nie przypuszczała, że takich papieskich różańców będzie mieć całą kolekcję, a spotkania z Janem Pawłem II będą dla niej codziennością. Żeby zaś obok Ojca Świętego mieszkać? Nawet jej się nie śniło!
|
|
Bene Rychter: "Gdy umarł, posadziłem forsycję..."
Po zamachu na Papieża napisałem wiersz. Moja choroba alkoholowa cisnęła mnie gdzieś w błoto życia, na pewno nie byłem "święty", żyłem dość "piekielnie": Budowałem wówczas Dworzec Centralny w Warszawie... jako zwykły robol. Tak bardzo chciałem zrobić coś dobrego, coś za co docenią, pokochają... Gierek stawiał socjalistyczne pomniki; ja postanowiłem postawić mój pomniczek duchowy, dla mojego ukochanego Miasta. Czułem, że ginę, błądzę, że brak mi drogowskazu do kolejnej ścieżki życia... I nagle, naprawdę, Święty Człowiek GINIE! Strzelają do Niego! To mną wstrząsnęło. Jakaż "nędza" życia, to mnie połączyło duchowo ze Ś. P. Karolem. Los dał nam obu w pysk. Pomyślałem: masz tylko jedno życie !!! Jutro będzie futro ... To dziś zapisujesz swoje życie.
Przeczytałem wiersz chłopakom na budowie. Fajny, powiedzieli. Chciałem gdzieś wydrukować - kryminałków nie drukujemy, usłyszałem (lata 80.). Jeszcze czytałem go czasem przyjaciołom, znajomym panienkom... radzili: wyślij do Watykanu, na pewno ci odpiszą - będziesz miał fajną pamiątkę, ale znaczek byś mi dał - upomniał się kumpel.
No to leżało sobie wierszysko w szufladzie, czasy się zmieniły i we mnie się zmieniło.
|
|
Cały naród śpiewa
Barka powstała w nocy. Nie wiadomo, w 1974 czy 75 roku. Jej polskie słowa napisał zainspirowany tęskną południowoamerykańską pieśnią salezjanin, ks. Stanisław Szmidt z Łodzi. Pisał w nocy, bo w ciągu dnia miał dużo lekcji w seminarium. Pisał i wściekał się nad tym tekstem, bo zwrotek było sporo, a hiszpańskiego nie znał. Chwytał jakieś pojedyncze słowa, których znaczenie wyprowadzał z łaciny. Był zły, bo czuł, że napisał nie to, co mu w duszy gra.
|
|
Cuda naszego Papieża. Krople, które drążą skałę
Kiedy odszedł, dla wielu czas się zatrzymał. I nic już nie było takie samo. Prawie dwa miliony Polaków wyjechało do Rzymu, by pożegnać papieża-Polaka. Setki tysięcy uczestniczyło we mszach, marszach dziękczynnych, nocnych czuwaniach. Zapalaliśmy świeczki w oknach. Młodzi ludzie - nazwani pokoleniem JP II - gromadzili się pod papieskim oknem w Krakowie, na skwerach i ulicach. Śpiewali ukochaną przez Papieża "Barkę". Tworzyli ogromne krzyże i napisy ze świateł w oknach akademików. Na ścianach domów pojawiły się grafitti z podobizną Papieża. Wrogowie podawali sobie dłonie. Dzieciom, które wtedy przyszły na świat, nadawano Imiona Karol i Karolina. Kolejki nawróconych ustawiały się przed konfesjonałami.
Minął rok. Czy zmienił coś w naszych sercach? Czy nawróceni pozostali w kościołach? Czy zwiększyła się liczba powołań?
- Za wcześnie jest, by mówić o wzroście liczby powołań - odpowiada ks. profesor Witold Zdaniewicz, socjolog z Instytutu Statystyki Kościoła. - Po wyborze Karola Wojtyły na tron papieski czekaliśmy do 1985-1987 r. na znaczącą liczbę młodych ludzi, którzy zdecydowali się wybrać życie kapłańskie i zakonne. To jest sprawa długofalowa. Mamy do czynienia raczej z pewnym procesem. Proszę popatrzeć, ile w ostatnim roku powstało wydawnictw, które drukują słowa papieża. Ile książek o nim napisano. Proszę policzyć, ile osób obejrzało i obejrzy filmy, poświęcone jego życiu. Tysiące młodych ludzi wyjechało latem do Kolonii na Światowe Dni Młodzieży, będące dziękczynieniem za pontyfikat Jan Pawła II. To są krople, które drążą skałę.
Nie wszyscy widzą sprawy z podobnym optymizmem. Dr Wiesław Baryła, psycholog społeczny, tuż po pogrzebie Papieża mówił, że przechodnie na ulicy patrzą sobie w twarz.
- Spojrzenie w oczy obcemu pokazuje, że widzimy w nim nie stereotypowego "starca", "skina", "smarkacza", ale drugiego człowieka - tłumaczył. - To jest naprawdę dobry początek.
- I co? - pytam pod koniec lutego 2006 roku. - Coś się zmieniło na lepsze?
- Nie - kręci głową psycholog. - Odwrotnie. Znowu odwracamy wzrok.
Niektórzy twierdzą, że wszystko, co dobre stało się po śmierci Ojca Świętego, już minęło. Kibice - cudem pogodzeni - znów się kłócą. Czasem nawet biją. Przestępczość utrzymuje się na dotychczasowym poziomie. W szpitalach leżą obłożnie chorzy, starzy ludzie. Rodziny nie odbierają ich do domów bo - remont, urlop, ospa, różyczka i awaria ogrzewania. Ostatnia kampania wyborcza podzieliła społeczeństwo na wrogie obozy. Pewna siostra od czterech miesięcy nie rozmawia z bratem. Wcześniej wypowiedziała się niepochlebnie o obecnym prezydencie, a brat w odwecie zagroził powiadomieniem prokuratury o lżeniu organów władzy państwowej. Wprawdzie Lech Wałęsa wyciągnął dłoń do Aleksandra Kwaśniewskiego, ale dziś obaj panowie to - za przeproszeniem - polityczni emeryci.
A jednak dla wielu z nas wzruszenie tamtych kwietniowych dni nie było chwilowym przeżyciem. Zastanawialiśmy się fundamentalnymi zagadnieniami życia, śmierci, cierpienia, przemijania i wiary. Niektórzy z nas podjęli konkretne decyzje osobiste. Do kościołów ruszyły pary, które po kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu latach zdecydowały się wziąć ślub kościelny. Wśród nich najbardziej znane małżeństwo Małgorzaty i Donalda Tusków. I - jak twierdzą bliscy znajomi przewodniczącego Platformy Obywatelskiej - nie był to pusty gest, mający na celu przyciągnięcie zwolenników kandydata na prezydenta RP.
- Oni naprawdę wrócili do kościoła - twierdzi nasz rozmówca. - Ostatnio, podczas całkiem prywatnych wakacji na nartach we Włoszech, nie opuścili niedzielnej mszy. Nie poszli się modlić dla kamer telewizyjnych i wyborców, bo przecież tam nikt ich nie znał.
Zaleźliśmy ludzi, którzy już doznali dobrych zmian pod wpływem Jana Pawła II. I dalej szukamy świadectw cudów naszego Papieża.
|
|
Ktoś odzyskał wiarę, ktoś powrócił...
Jakich cudów dokonał w nas Jan Paweł II? Jak zmieniliśmy się pod wpływem jego pontyfikatu, jego cierpienia i śmierci? Tych dobrych zmian wokół nas dokonało się mnóstwo: ktoś po latach zwątpienia odzyskał wiarę, inny powrócił na łono rodziny, komus udało się zerwać ze nałogiem, komuś innemu darowano więcej sił i czasu do walki ze śmiertelną chorobą, a jeszcze ktoś, w cierpieniu z jakim musi się borykać, nie utracił sensu życia.
Napiszcie i opowiedzcie o tym wszystkim.
|
|
 |
 |
 |
|