18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Żywność genetycznie modyfikowana

Pomidory, które w stanie nienaruszonym przetrwały ponad dwa tygodnie? To sprawka inżynierii genetycznej. Przykłady produktów genetycznie modyfikowanych (GMO) rzekomo jadanych w Polsce na co dzień jest wiele. Czy rzeczywiście tak łatwo u nas o żywność modyfikowaną genetycznie?
 Archiwum DB

Dr hab. Marcin Filipecki z Katedry Genetyki Hodowli i Biotechnologii Roślin SGGW w Warszawie twierdzi, że warzywa i owoce, które niektórzy podejrzewają o genetyczną modyfikację, w rzeczywistości nie mają z GMO nic wspólnego. Pochodzą z wielkotowarowych gospodarstw rolnych, gdzie w ciągu ostatnich lat, w wyniku zwyczajnego krzyżowania, wyhodowano odmiany o określonych właściwościach, np. odporności na długie przechowywanie czy transport. Owszem, na krajowym rynku pojawiły się produkty modyfikowane, ale jest to z reguły dodawana do pasz śruta kukurydziana i sojowa.

Inaczej jest na rynku amerykańskim, gdzie żywność modyfikowana genetycznie znajduje się w powszechnym obrocie i zwykle musi być znakowana. Działacze proekologiczni szacują, że również w Europie ok. 70 proc. przetworzonej żywności zawiera dodatki GMO.

- Do Polski importuje się różnego rodzaju przetwory z zagranicy i w takiej żywności z importu faktycznie mogą być domieszki GMO - uważa Bartłomiej Ferra, doktorant z Katedry Mikrobiologii Politechniki Gdańskiej.

Okazuje się jednak, że na GMO można natknąć się także i w produktach spożywczych polskich firm. Jak ujawnił mi Marek Kryda, prezes Fundacji Indigena, ekspert w dziedzinie organizmów modyfikowanych genetycznie i rolnictwa wielkoprzemysłowego, w kotletach sojowych "á la schabowy" polskiego producenta wykryto 1,6 proc. soi GMO, zaś w kotletach sojowych mielonych aż 12,6 proc.

Nad zagadnieniem GMO trwa obecnie żywiołowa dyskusja, w której argumenty zwolenników nowych technologii ścierają się z argumentami przeciwników genetycznych modyfikacji roślin i zwierząt. Zwolennicy żywności z GMO upatrują w niej sposobu na produkcję lepszej i tańszej żywności, rozwiązania problemu głodu na świecie oraz ułatwienia prac polowych.

- Od 15 lat uprawiania roślin zmodyfikowanych genetycznie nie zanotowano żadnych alarmujących przypadków wskazujących, że produkcja i konsumpcja żywności modyfikowanej genetycznie jest niebezpieczna - mówi dr Filipecki.

Przeciwnicy ostrzegają o niemożliwych do przewidzenia konsekwencjach, jakie żywność z GMO może przynieść w dłuższej perspektywie i powołują się na wyniki badań naukowców, którzy twierdzą, że GMO są niebezpieczne dla zdrowia i życia człowieka.

Rosyjska uczona, Irina Ermakova, uważa, że w roślinach modyfikowanych genetycznie mogą pojawić się toksyczne białka, które mogą powodować toksykozę lub alergie u ludzi, zwłaszcza że same metody wprowadzania obcych genów do modyfikowanego organizmu są niedoskonałe.
Zwolennicy GMO podchodzą do takich zarzutów z rezerwą.

- Do roślin wprowadza się geny odpowiedzialne za produkcję ściśle określonych i dokładnie przebadanych dodatkowych białek lub też wycisza się pewne geny - wyjaśnia Bartłomiej Ferra. - Operacje takie prowadzone są jednak w taki sposób, aby dodatkowe białka były inaktywowane podczas obróbki termicznej lub rozkładane już w jamie ustnej podczas spożywania, albo po zetknięciu z kwasami żołądkowymi.

Przeciwnicy GMO zwracają uwagę, że badania Iriny Ermakovej oraz innych naukowców z Wielkiej Brytanii i Francji wykazują potencjalne niebezpieczeństwo dla zdrowia człowieka.

- Badania na szczurach prof. Ermakovej wykazały, że w trzecim pokoleniu szczurów karmionych mieszanką z dodatkiem soi z genem odporności na herbicyd wykryto uszkodzenia wątroby i nerek, co sugeruje zatrucie - wyjaśnia Marek Kryda. - Ponadto szczury przejawiały zaburzenia wzrostu oraz płodności. Proszę zwrócić uwagę, że te niepożądane zjawiska pojawiają się w badaniach dopiero w trzecim pokoleniu. Człowiek zjada genetycznie modyfikowaną żywność dopiero od kilkunastu lat.

Zwolennicy modyfikacji genetycznych kwestionują wartość naukową tych badań.
- Najpoważniejsze zarzuty do wyników Ermakovej związane są z fatalnym przeprowadzeniem doświadczeń, co uniemożliwia publikację w renomowanych pismach naukowych oraz porównanie ich z innymi, opublikowanymi danymi - wyjaśnia dr Filipecki. - W dodatku śmiertelność młodych w grupie kontrolnej (żywionej bez dodatków GMO) rzędu 8 proc., przy ok. 1 proc. u innych badaczy, świadczy o bardzo złym traktowaniu zwierząt eksperymentalnych.
Bartłomiej Ferra także nie niepokoi się tymi wynikami.

- Badania na szczurach nie mają większego przełożenia na człowieka, choćby dlatego, że szczury bardzo szybko się namnażają - wyjaśnia. - Być może takie badania przeprowadzono na hodowli wsobnej, gdzie kojarzy się blisko spokrewnione osobniki, a jeśli tak, to nie ma się co dziwić, że szczury te miały problemy zdrowotne.

Marek Kryda apeluje jednak, żeby do wyników badań Ermakovej i innych naukowców nie podchodzić z taką nonszalancją.
- Brytyjski "Guardian" opublikował, że soja transgeniczna produkuje substancję o działaniu estrogennym - mówi Marek Kryda. - Dr Anderson z Belfastu stwierdziła, że produkty z soi GMO działają jak tabletki antykoncepcyjne, a szczególnie ryzykowne jest podawanie ich chłopcom, u których mogą wystąpić zaburzenia rozwojowe i hormonalne. U mężczyzn zaś może wystąpić obniżenie płodności.

Biotechnolodzy z kolei ripostują, że tzw. fitoestrogeny są w równym stopniu obecne w soi zmodyfikowanej i niezmodyfikowanej genetycznie, a rewelacje o ich negatywnym wpływie na płodność dotyczą wyłącznie soi surowej.

Kontrowersje budzą też monopolistyczne praktyki wielkich koncernów sprzedających modyfikowane ziarno i preparaty chemiczne do jego ochrony, które doprowadzają niejednokrotnie do sytuacji absurdalnych, czego przykładem może być przypadek rolnika z Kanady, Percy Schmeisera. Podczas niezapowiedzianej kontroli jego upraw przez przedstawicieli jednego z koncernów podejrzewających, że rolnik uprawia nielegalnie rzepak GMO i nie odprowadza tzw. opłat technologicznych do koncernu, okazało się, że na polach Schmeisera rośnie jednak rzepak GMO. Rolnika pozwano do sądu, ale w toku sprawy dowiedziono, że rzepak GMO rozsiał się na polach tego rolnika samoistnie, ponieważ jego pola otaczają uprawy rzepaku GMO prowadzone przez innych rolników. Rolnika ostatecznie oczyszczono z zarzutów, ale ten wytoczył z kolei sprawę sądową koncernowi o skażenie jego upraw i bezpodstawne oskarżenia.

Niepokojące sygnały dochodzące do Europy zza oceanu spowodowały, że państwa Unii Europejskiej podjęły starania zmierzające do ograniczenia lub zakazu upraw GMO. Komisja Europejska do niedawna nie popierała tych dążeń, ale niedawno sytuacja zaczęła się zmieniać. Według najnowszych doniesień Reutersa, Komisja Europejska tworzy specjalną listę racjonalnych powodów, na jakie państwa członkowskie mogłyby się powoływać przy zakazywaniu upraw GMO na swoim obszarze. Polski rząd pracuje obecnie nad nową ustawą, która ma szczegółowo uregulować kwestie GMO w naszym kraju.

Prawodawstwo zobowiązuje producentów żywności do wyraźnego oznaczenia produktów z zawartością GMO. W Europie system taki działa sprawnie, równolegle działają też systemy znakowania żywności wolnej od GMO. Polscy producenci także powinni znakować wyroby zawierające w składzie GMO, ale lekceważą ten obowiązek. Rozpoznanie produktu z GMO w polskim sklepie nie jest zatem łatwe. Produktów z GMO nie da się też odróżnić po smaku, bo smakują tak samo jak te z roślin macierzystych, co potwierdza Bartłomiej Ferra, który miał okazję jeść soję i kukurydzę modyfikowaną genetycznie.

- Można modyfikować genetycznie rośliny tak, aby zwiększać w nich poziom zawartości cukrów czy kwasów, co wpływa na smak - wyjaśnia dr Filipecki. - Na razie nie robi się tego, bo bardziej opłaca się sprzedawać świeże produkty tylko ładnie wyglądające. Jest za to zapotrzebowanie na genetycznie modyfikowany tytoń bez nikotyny albo kawę bez kofeiny, bo ułatwiają przetwarzanie, i takie produkty pewnie wkrótce zobaczymy. Jeśli zatem konsument w Polsce chce mieć pewność, że kupuje produkt bez GMO, pozostaje mu szukać produktów certyfikowanych jako ekologiczne lub naturalne.

Marek Kryda jest zdziwiony, że polskie rolnictwo nie wykorzystuje swojego potencjału produkcji żywności ekologicznej.
- Nasze ekologicznie czyste produkty powinny być alternatywą dla modyfikowanej genetycznie żywności z Zachodu - postuluje. - A jaka jest rzeczywistość? 90 proc. jaj pochodzi od kur z chowu klatkowego, drób, trzodę i bydło karmimy paszami z GMO, a samych upraw GMO nikt nie kontroluje. Jeśli nie powstrzymamy tego trendu, za kilka lat cała Polska będzie skażona GMO i nic wówczas nie będzie można zrobić.

Zwolennicy żywności GMO uważają, że nie ma sensu powstrzymywać rozwoju technologii. Zaznaczają, że także GMO mogą wykazywać właściwości prozdrowotne. Jednym z przykładów jest modyfikowana genetycznie kukurydza, która, poza odpornością na szkodniki, wykazuje niższą zawartość rakotwórczych mykotoksyn niż kukurydza niemodyfikowana. Innym przykładem jest nowa odmiana ryżu, nazywanego "złotym", którego geny zmieniono w ten sposób, że roślina produkuje beta-karoten, czyli prowitaminę A. Od 2012 roku ziarna złotego ryżu mają być bezpłatnie przekazywane ubogim rolnikom z krajów Trzeciego Świata, gdzie brak beta-karotenu w diecie powoduje m.in. ślepotę, a nawet zgony liczone w dziesiątkach tysięcy rocznie.

- To dowód na to, że żywność z GMO może rozwiązywać konkretne problemy współczesnego świata, ale też i taki branżowy PR - komentuje dr Filipecki. - Poza tym trzeba wyraźnie powiedzieć, że problem jakości produktów żywnościowych zależy obecnie w większym stopniu od sposobu ich uprawy, a nie od tego, czy są one modyfikowane genetycznie.

Czytaj także:
Inspekcja handlowa informuje - żywność na Pomorzu jest źle oznaczona

  • Polska Dziennik Bałtycki
Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum oraz Politykę Prywatności.

01.11.2011, 15:41

Zgadza się. Nie rozumiesz, a piszesz!

01.11.2011, 15:38

Skoro tak twierdzisz, powinieneś strzelić Sobie w łep!!!

09.03.2011, 15:40

To załamujące. Epitety zamiast wiedzy i histeryczny strach oraz odrzucenie zamiast próby zrozumienia. Rozumiem, że gąszcz terminologii genetycznej zmącił zrozumienie. GMO jest z reguły bardzo gruntownie badane. Z prostej przyczyny: wypuszczenie na rynek czegoś, co jest szkodliwe wiąże się później z bardzo dużymi i masowymi pozwami.
Ponadto sama technologia GMO jest bezpieczniejsza i zdrowsza od herbicydów i antybiotyków, którymi faszerowane są zwierzęta hodowlane. Są tez hormony i leki przeciwgrzybicze. Ciekawe że taki zajzajer nikogo nie przeraża ale pomidorki zawierające jeden gen z trawy cytrynowej (również spożywanej) już tak.
Rozumiem przez to, że jedzenie pomidorów zmieni mnie w pomidora, zaś spożywanie mięsa zalanego hormonami i antybiotykami uchroni mnie od złego?

17.02.2011, 23:21

Bez antybiotyków i hormonów wzrostu nie będzie niedługo kiełbasek i schaboszczaków, albo będą tylko dla senatorów, posłów i reszty milionerów. Zamiast wydawać dziesiątki milionów na badanie szczątków generała Sikorskiego i budowanie pomników kaczyńskiego i Smoleńska, przeznaczmy nasze podatki na badania szkodliwości GMO ,antybiotyków i hormonów. Na chwałę Pana i następnych pokoleń

17.02.2011, 22:56

Mi nie przeszkadza GMO, nie przeszkadzają antybiotyki,herbicydy , sztuczne nawozy i kocham internet, ekologię i tolerancję a nawet feminizm. Ale organicznie nie toleruję ciemnogrodu.

14.02.2011, 20:47

Co tam!!Polska wszystko przyjmnie z zachodu na swój teren...Najpierw było 30 letnie mięso ze Szwecji, a teraz nawet można kupić Czosnek w marketach Made in China!!! he he jaja jak berety....

14.02.2011, 11:06

U mnie pomidory przetrwały miesiąc. Pewnie więcej w nich więcej chemii niż natury. Wolę już jak gniją po staremu, ale i smakują tak jak dawniej.

14.02.2011, 08:35

Jedzenie modyfikowano genetycznie nie jest to samo co jedzenie pokryte chemia. Jedzenie modyfikowane jest zmieniane w DNA, a nie w czasie rosnienia. Takie jedzenie jest bezpieczne. Moze ma inny smak, ale to nie jest jedzenie ktorego trzeba sie obawiac. Przeczytajcie troche o temacie...

13.02.2011, 19:25

mówiąc w największym skrócie - kompletne brednie
jeśli chcesz - jedz to sam i karm tym swoje dzieci
ja nie mam zamiaru brać tego do ręki, a tym bardziej jeść
nie dlatego że boję się wszystkiego czego nie znam i nie rozumiem - dlatego, że wystarczająco dobrze to rozumiem

13.02.2011, 17:37

Trzeba być po filozofii by tak pisać.

13.02.2011, 17:22

Wszystkie produkty pakowane są nafaszerowane chemią i to od nas zależy czy chcemy się zdrowo odrzywiac.Więc kupujmy produkty z krótkim terminem ważności to mamy pewnośc ,że to jest w miarę zdrowe. Trochę ostrożności nie zaszkodzi

13.02.2011, 11:39

Świat Według M-o-n-s-a-n-t-o 01/11
Dr Rath - kartel farmaceutyczny 1/4 (Napisy PL)
JAK NAPAŚĆ NA PAŃSTWO (1/7) [napisy pl]

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować Nie działa? Spróbuj wyłączyć Adblock samodzielnie w ustawieniach.