Szybkie rozpoznanie zgorzeli gazowej przez gdyńskich chirurgów u 10-letniej Kariny może zmiejszyć skalę amputacji jej stóp, a być może także uratowało życie dziecka. Dziewczynka miała trafić dopiero wczoraj na leczenie w komorze hiperbarycznej w sąsiadującym ze szpitalem w Redłowie Uniwersyteckim Centrum Medycyny Morskiej i Tropikalnej. Na szczęście trafiła tam kilkanaście godzin wcześniej.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Karina od ubiegłego poniedziałku przebywała w szpitalu w Suwałkach, gdzie trafiła odwodniona i głodna, w stanie skrajnego wycieńczenia. Niepełnosprawna, chorująca na epilepsję dziewczynka zaginęła sześć dni wcześniej. Wyszła po południu ze swego domu w Rzepiskach, by poszukać grzybów. Zagubiona, przez niespełna tydzień błąkała się po lasach. Spała przykryta liśćmi, piła wodę z kałuży. Doszło do poważnego odmrożenia nóg. Dopiero w piątek podjęto decyzję o wysłaniu Kariny do Gdyni, a śmigłowiec dowiózł ją na miejsce w niedzielę.

- Ordynator oddziału chirurgii dziecięcej dr Jarosław Wojtiuk błyskawicznie podjął decyzję o poddaniu dziecka leczeniu w komorze hiperbarycznej - mówi dr Jerzy Karpiński, pomorski lekarz wojewódzki. - Terapia dała już pierwsze efekty. Otrzymałem informację, że ukrwienie stóp dziecka było w poniedziałek po południu lepsze niż w niedzielę. Niezależnie od tego uważam za konieczne wyjaśnienie przez służby wojewody pomorskiego i podlaskiego kwestii, dlaczego Karina wcześniej nie przyleciała do Gdyni, gdzie do dyspozycji takich właśnie chorych jest sprzęt wart 150 tysięcy dolarów! Zgorzel nie rozwija się w przeciągu kilku godzin, a opóźnienie w podjęciu specjalistycznego leczenia mogło mieć wpływ na stan zdrowia dziecka.

Podczas wczorajszej konferencji prasowej dr Zdzisław Sićko z Uniwersyteckiego Centrum Medycyny Morskiej i Tropikalnej potwierdził, że stan dziecka nie pogorszył się. - Mamy nadzieję, że zabiegi amputacyjne będą dotyczyły tylko części stopy, nie więcej niż przodostopia - stwierdził.
Dzisiaj dr Wojtiuk ma dokonać kolejnych oględzin rany, by zadecydować o skali ewentualnego zabiegu chirurgicznego. Wiadomo już, że nie spełnił się zakładany wcześniej czarny scenariusz, mówiący o pełnej amputacji stóp.

Wojewoda podlaski podjął decyzję o skontrolowaniu szpitala w Suwałkach przez doświadczonego lekarza.


*******
10-letnia Karina, która trafiła w niedzielę do Szpitala Morskiego w Gdyni, jest po pierwszych zabiegach w Uniwersyteckim Centrum Medycyny Morskiej i Tropikalnej.
Jak powiedziała w Radiu Gdańsk dyrektor Szpitala Morskiego - Irena Erecińska Siwy, wczoraj po południu lekarze podjęli decyzję o natychmiastowym przewiezieniu Kariny do komory hiperbarycznej. Po zdjęciu opatrunków odkryli gangrenę w odmrożonych stopach dziewczynki.

W tej chwili - jak podkreśla Irena Erecińska Siwy - trwa walka o to, by bakteria nie zakaziła całego organizmu dziecka, może to bowiem spowodować sepsę - czytamy na www.radio.gdansk.pl

Czytaj więcej o tym, jak ratują dziewczynkę


Aktualizacja - godz. 11.40
Nie ma obaw o życie Kariny z Podlasia
Stan zdrowia 10-letniej dziewczynki z Podlasia, zaginionej i odnalezionej po sześciu dniach, nie zagraża jej życiu - mówią lekarze z Gdyni, gdzie trafiło dziecko. Podkreślają jednak, że sytuacja jest poważna, bo u Kariny wykryto zgorzel gazową.

Jak powiedział PAP w poniedziałek kierownik gdyńskiej Kliniki Medycyny Hiperbarycznej Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku dr Zdzisław Sićko zgorzel gazowa (popularnie nazywaną gangrenę) rozwija się, ale "stan nie wymaga na razie nawet miejscowego, drobnego usunięcia tkanek na stopach dziewczynki". Dodał, że prawa stopa jest w gorszym stanie. Jego zdaniem najbliższe dwie doby powinny zdecydować czy martwica tkanek będzie nadal się rozwijać i wyraził przypuszczenie, że "być może na dużą skalę amputacja nie będzie konieczna".

W niedzielę Karina została przewieziona do Szpitala Morskiego im. PCK w Gdyni; ze względu na zdiagnozowaną zgorzel gazową dziewczynkę przetransportowano do Kliniki Medycyny Hiperbarycznej w Gdyni, w której znajdują się komory hiperbaryczne.

Kierownik kliniki poinformował, że Karina minionej nocy miała dwa zabiegi w takiej komorze. Trwający ok. 1,5 godziny zabieg polega na dostarczaniu uszkodzonym tkankom tlenu pod zwiększonym ciśnieniem. W poniedziałek o godz. 14 Karina będzie miała kolejny zabieg. Następne będą się odbywały co 12 godzin. Sićko podkreślił, że dziewczynka bardzo dobrze współpracuje z personelem i dobrze znosi zabiegi. Z Kariną w szpitalu jest jej matka.

Chora na epilepsję i autyzm 10-latka ze wsi Rzepiski na Podlasiu zaginęła 5 października po południu, gdy wyszła z domu na grzyby. Dziewczynka odnalazła się po sześciu dniach - w poniedziałek po południu. Szła drogą krajową nr 8 w pobliżu Kolnicy - 5 km od domu. Była bardzo brudna, wyczerpana i głodna, od razu trafiła do szpitala. Oględziny dziecka po odnalezieniu wskazywały, że przebywała "w drastycznych warunkach atmosferycznych". Karina była odwodniona i wyziębiona, a na jej ciele lekarze znaleźli 16 kleszczy.

Wstępne ustalenia policji wskazują, że dziewczynka nie została przez nikogo skrzywdzona. Policja bada, w jakich okolicznościach doszło do zaginięcia dziewczynki. Dochodzenie dotyczy też odpowiedzialności za narażenie 10-latki na bezpośrednią utratę życia i zdrowia, za co może grozić rodzicom do 5 lat więzienia. Dochodzenie policji nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Suwałkach.

Rodzice Kariny od 2002 roku mają ograniczoną przez sąd władzę rodzicielską. Nadzór nad rodziną sprawuje kurator sądowy, który złożył wniosek o zbadanie, czy rodzice mogą w ogóle opiekować się dziećmi. Po wydaniu opinii sąd ma podjąć decyzję w tej sprawie. Rodzice mają problemy z alkoholem, w domu często dochodziło do awantur. Dziewczynka jest niepełnosprawna, uczy się w szkole specjalnej. Jest jednym z dziesięciorga dzieci w rodzinie.

Komentarze (5)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Jaranna (gość) (pacjent)

Trudno dyskutowac wobec faktu gdy trzeba pomóc dziecku. Sprawa wyglądu matki i stylu zycia rodziny nie ma tu żadnego znaczenia gdy trzeba leczyć to dziecko.

kiki (gość)

Proszę wysłać maila do Ojca Jamesa Manjackala(po angielsku) z prośbą o modlitwę.(podać imię ,nazwisko ,skąd się jest i na co choruje) Ojciec misjonarz ,stygmatyk posługuje charyzmatem uzdrawiania. Polecam jego stronę www.jmanjackal.net i zakładkę świadectwa.Jezus leczy każdą chorobę,nawet nieuleczalną.Już w przyszłym roku przyjezdza do Polski na rekolekcje.Zapraszam.

Monika (gość)

Nic nikomu do tego ile kto ma dzieci to każdego osobista sprawa, jest to skromna i bardzo uczciwa rodzina. Dzieci z tej rodziny na pewno będą miały więcej godności i szacunku do innych osób niż te które wypowiadają się w komentarzach. Widzę, że dużo nieprawdziwych rzeczy jest w tym komentarzu przepisanych z "brukowców" a to przykre dla tej biednej rodziny, w tak ciężkich dla nich chwilach. Szkoda, że redaktor tego komentarza nie słyszał wypowiedzi sąsiadów na temat tej rodziny. U nas się uważa, że tam gdzie jest bieda tam jest patologia a ile jest patologi w bogatych rodzinach i o tym się jakoś nie pisze. Życzymy Karince powodzenia w leczeniu.

pacjent (gość)

czy ktoś policzył koszty leczenia tego dziecka. Dziecko musi być leczone ,ale nieodpowiedzialnośc prymitywnych rodziców co zyją na garnuszku podatników jest ponad ludzkie pojęcie. Ta rodzina niewydolna wychowawczo i społecznie zaniedbała opiekę nad chorym na epilepsję dzieckiem. Tego typu roddziny potrafią tylko sprowadzać dzieci na świat bez odpowiedzialności za ich życie i wychowanie. Widzę tą matkę na ekranie to baba co tylko potrafi rodzić dzieci i o nich nie dbać bo po co jak można żyć i liczyć na państwo.