Z wizytą u Kwadransowych Grubasów

Basia Turolska, gdy tylko przeczytała ogłoszenie, że w jej dzielnicy powstaje Klub Kwadransowych Grubasów, nie zastanawiała się długo. Tylko dwie godziny. Zadzwoniła i okazało się, że jest pierwszą ochotniczką.

Basia Turolska, gdy tylko przeczytała ogłoszenie, że w jej dzielnicy powstaje Klub Kwadransowych Grubasów, nie zastanawiała się długo. Tylko dwie godziny. Zadzwoniła i okazało się, że jest pierwszą ochotniczką.


- Zawsze mi brakowało w dzielnicy takiego miejsca, w którym można by było zrobić coś dla siebie. W domu tylko mama, mąż i pies. Dzieci odchowane, ja na emeryturze. Siedzę na fotelu, oglądam telewizję i czuję jak tyję... - śmieje się. - Trzeba było się ruszyć i już.
Zaczęła chodzić do Klubu Kwadransowych Grubasów, jaki zaczął działać w Zespole Szkół nr 3 przy ul. Gospodarskiej 1 w styczniu tego roku. Od tego czasu schudła 5 kg.


- To za mało jak na moje możliwości, ale to nie jest moje ostanie słowo - z przekonaniem mówi pani Basia.
∨ Czytaj dalej

- Basen, gimnastyka, do tego dieta, konsekwencja i będzie dobrze. Przy mojej wadze, bagatela 110 kg i wzroście 158, nie mam innego wyjścia. Ale zawiązanie buta, to już dla mnie nie problem.
- Mnie konsekwencji trochę brakuje, więc z chęcią tu przychodzę, bo ćwiczenia w grupie, to dobra motywacja - dodaje Mirka, 30-latka. - Założyłam sobie, że zrzucę od 5 do 10 kg. Ćwiczę na basenie, chodzę na gimnastykę, ale z dietą gorzej. W domu zawsze człowiek ma mniej żelazne zasady. Tu uszczknie kawałek czekolady, tam ciasta, tu cukierek... Ale nie zrezygnuję, bo jestem ciekawa efektów.
Jej też nikt nie musiał namawiać do zapisania się do klubu. Zrobiła to dla zdrowia i kondycji. Chodzi na zajęcia z koleżanką, bo razem raźniej.
Zresztą, przyjaźnie ze współtowarzyszkami "niedoli", to w Klubie Kwadransowych Grubasów rzecz zwykła.
- Po tych kilku latach wiemy o sobie prawie wszystko, po zajęciach wspólnie chodzimy na kawę i spacery - mówi Marta Balcerek, od 7 lat należąca do Klubu Kwadransowych Grubasów, działającego w Polskiej YMCA, przy ul. Żeromskiego 26.
- I to regularnie, brzegiem morza, od plaży w Śródmieściu do plaży w Orłowie, a spacer kończymy na kawie lub zakupach - uzupełnia pani Lucyna, jedna z najstarszych klubowiczek.
Ona sama zaczęła chodzić do klubu mimo, że ma dyskopatię w odcinkach kręgosłupa szyjnego i lędźwiowego. - W ten sposób od kilku lat uciekam przed operacją kręgosłupa - przyznaje się. - Na razie się nie poddaję.
Nie wyobrażają sobie tygodnia bez zajęć. Czy to na basenie, czy na sali gimnastycznej, czy nawet na siłowni. Zgodnie twierdzą, że ćwiczenia uzależniają. Ale to dobre uzależnienie. Dzięki temu są sprawniejsze, rozciągnięte, wydolniejsze, poprawiła im się kondycja. Wiek? Jaki wiek? Tutaj nie liczy się lat, tylko kilogramy: 18, 14, 10, 8 w ciągu pół roku.
- Pamiętam, że kiedy schudłam te 18 kilogramów i wybrałam się z moim synem do sklepu, to usłyszałam od ekspedientki słowa, skierowane właśnie do niego: - Dużo tych zakupów, proszę żonie pomóc, bo będą ciężkie - wspomina z uśmiechem Maria Leśniewska. - To się nazywa piorunujący efekt, prawda?
- Jeśli chodzi o mnie, to muszę mieć kondycję, by podróżować razem z mężem - mówi Aleksandra Szymeczko. - Jest marynarzem, kapitanem statku i często z nim wyjeżdżam. Lubię chodzić i zwiedzać. Więc nawet, jak statek stoi na redzie, ja ochoczo zeskakuję do motorówki i w drogę. A ze skakaniem i sprawnością w wykonywaniu skoków nie mam żadnych problemów. Dzięki zajęciom w klubie właśnie.
I to zostaje także w życiu poza klubem. Nie jeżdżą samochodami, a chodzą na piechotę. Nie jedzą słodyczy, ale warzywa i owoce. Trzymają dietę i są konsekwentne. Nie ma efektów natychmiastowych. Trzeba połączyć wszystko: ćwiczenia i dietę. Zresztą, sam organizm nie pozwala już na leniuchowanie.
- Nawet jeśli ważymy tyle samo, to mamy świadomość, że to nie jest już tłuszcz, ale masa mięśniowa - wyjaśnia Marta Balcerek. - Widać to po pracujących brzuszkach. - Żadnych galaretowatych ud i pośladków. Mięśnie, mięśnie, mięśnie.
Ćwiczeń się nie boją. Nie narzekają, nie stękają, a wręcz odwrotnie: "Pewnie, że zrobię, stać mnie na to" - oto ich dewiza życiowa. I śmieją się cały czas. Żartują, dyskutują, wspierają.
- Nasza pani Dorotka wspaniale prowadzi zajęcia - mówi Hanna Wojnarowska, przychodząca do KKG po przeszczepie wiązadeł kolan. - Zna już nasze dolegliwości, wie do jakiej granicy możemy ćwiczyć. W razie potrzeby wymienia je na inne. Przypomina o diecie, doradzi.

Zobacz koniecznie

przewiń w lewo przewiń w prawo

Witryna korzysta z plików cookies oraz informacji zapisywanych i odczytywanych z localStorage, aby dopasować interesujące treści oraz reklamy. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki, w szczególności w zakresie cookies, oznacza, że pliki będą umieszczane na urządzeniu końcowym. Możesz zmienić ustawienia przechowywania i dostępu do cookies i localStorage używając ustawień przeglądarki lub używanego urządzenia. Szczegóły w Polityce Prywatności.

Zamknij