Gdyński magistrat zlecił specjalistycznej firmie opracowanie rozwiązań drogowych, które mają zapobiec kompletnemu zakorkowaniu się miasta na początku lipca.
Do Gdyni zjadą wtedy setki tysięcy turystów, chcących obejrzeć Open 'er Festival na lotnisku w Babich Dołach i zlot wielkich żaglowców Tall Ships' Races, nieopodal Skweru Kościuszki. Obie imprezy odbywają się ... w tych samych dniach!
Sprawa jest istotna, bo w ostatnich dwóch latach, choć zlot żaglowców nie był organizowany i uporać trzeba było się tylko z fanami muzyki, zabezpieczenie dojazdu na lotnisko zakończyło się kompletną klapą. Dantejskie sceny na drogach do Babich Dołów miały miejsce szczególnie w ubiegłym roku.
Fani muzyki mdleli w przeładowanych autobusach komunikacji miejskiej, bo te były blokowane przez samochody i stały w upale, w godzinnych korkach.
Wielu widzów rezygnowało z takiej przejażdżki i wolało pokonać nawet kilka kilometrów piechotą. Fani muzyki narzekali też na słabe zabezpieczenie ul. Zielonej, prowadzącej do lotniska i zbyt małą liczbę mundurowych. Mimo, że ulica była zamknięta przez policję, a funkcjonariusze wpuszczali tylko mieszkańców, doszło do kuriozalnej sytuacji, gdy pijany kierowca potrącił samochodem jednego z festiwalowych gości.
- Dojazd i wyjazd z lotniska był najgorszym elementem wspaniałego festiwalu - mówi Marcin Szymczak, jeden z ponad 50 tys. gości, którzy każdego dnia bawili się podczas muzycznego święta.
Opracowywany właśnie system rozwiązań komunikacyjnych na czas zlotu żaglowców i Heinekena (2-5 lipca), opiniować będzie m.in. Zarząd Dróg i Zieleni, Zarząd Komunikacji Miejskiej, Komenda Miejska Policji, Wydział Inżynierii Ruchu gdyńskiego magistratu. Ale wiadomo już, że nie obędzie się bez zamknięcia dla ruchu Skweru Kościuszki i przyległych ulic. Stefan Benkowski, kierownik działu dróg ZDiZ, mówi, że trwają właśnie ustalenia, gdzie wyznaczyć parkingi dla samochodów i jak obszerna ma być strefa zamknięta
- Wiadomo, że im będzie większa, tym dotkliwsze będą komplikacje komunikacyjne - mówi Benkowski. - Ale nic nie stanie na przeszkodzie, żeby chociaż na czas weekendu zamknąć także ul. Pułaskiego, czy Derdowskiego, bo działające przy nich firmy nie będą w dni wolne pracowały na pełnych obrotach. Jestem dobrej myśli. Udało mi się dość sprawnie zabezpieczyć na skwerze pamiętną wizytę papieża Jana Pawła II, to ze zlotem żaglowców także sobie poradzę.
Konkretne pomysły, co zrobić, aby dojazd na festiwal kolejny raz nie stał się dla widzów dramatem, mają z kolei przedstawiciele ZKM. Firma już szykuje się, aby ściągać na początku lipca dodatkowe autobusy.
- Dysponując taborem tylko gdyńskich przewoźników na pewno sobie nie poradzimy - mówi Marcin Gromadzki, rzecznik firmy.
Gromadzki dodaje, że w sprawie dojazdu na festiwal trzeba odważnych pomysłów.
- Warto rozważyć wytyczenie dwóch osobnych tras dojazdowych dla autobusów i samochodów - mówi Gromadzki. - Wtedy te drugie nie będą blokowały pojazdów komunikacji miejskiej, które powinny mieć przecież priorytet. Fachowcy z ZKM podkreślają, że w takim wypadku prawdopodobnie dużo szybciej będzie można dojechać na lotnisko autobusem, niż samochodem, więc wiele osób pozostawi auta w domu, nie chcąc stać w korku i kombinować z szukaniem miejsca do parkowania. Może to tylko usprawnić ruch.
- Warto też tak wyznaczyć punkt kontroli samochodów osobowych, wjeżdżających na ul. Zieloną, aby nie blokował autobusów - mówi Gromadzki. - Dotychczas kierowcy wykłócali się z policjantami, blokowali trasę, a autobusy czekały. Ul. Zielona była zamykana tylko do momentu rozpoczęcia imprezy, potem samochody kompletnie ją blokowały.
Czy takie rozwiązania są realne, nie chciał wczoraj zdradzić Zdzisław Kobyliński, naczelnik Wydziału Zarządzania Kryzysowego i Ochrony Ludności w gdyńskim magistracie. To on właśnie koordynuje drogowy plan.
- Za wcześnie o tym gdybać - mówi Kobyliński. - Komplikacje jednak mogą być, bo autostrady na lotnisko do lipca nie wybudujemy.